Zosia i Fafik odkrywają nad parkiem niezwykłe chmurki, z których każda niesie inną emocję. Kiedy pojawia się największa, zmieniająca kolory chmura, robi się naprawdę tajemniczo.
Pewnego ranka Zosia wybiegła z domu tak szybko, że aż czapka zsunęła jej się na nos. W parku za domem czekał już Fafik, jej ukochany piesek, z ogonem wirującym jak śmigło.
Gdy dobiegli na łąkę, Zosia zatrzymała się jak wryta. Nad trawą unosiły się chmurki. Nie białe i zwyczajne, tylko kolorowe. Jedna była słonecznie żółta, druga malinowa, a trzecia błękitna jak głęboka woda.
— Fafik, widzisz to? — szepnęła Zosia.
Piesek przekrzywił łebek i zapiszczał cicho, jakby sam nie wierzył własnym oczom. Zosia wyciągnęła palec i musnęła żółtą chmurkę. Od razu poczuła w brzuchu ciepłe, wesołe łaskotki. Uśmiech sam wskoczył jej na twarz.
Potem dotknęła błękitnej chmurki. Jej serce ścisnęło się nagle, a oczy zrobiły się mokre. Przytuliła Fafika mocniej.
— To nie są zwykłe chmurki — wyszeptała. — Każda pokazuje inną emocję.
Wtedy wiatr poruszył trawą, a nad łąką pojawiła się kolejna chmurka. Była większa od wszystkich innych i mieniła się raz zielono, raz fioletowo, raz srebrzyście. Zawisła nisko, prawie na wyciągnięcie ręki.
Fafik cofnął się o krok. Zosia poczuła, jak jej serce bije coraz szybciej.
— Co ty ukrywasz? — szepnęła i powoli wyciągnęła dłoń ku migoczącej chmurce...