Weronika, Igor i Lena wychwytują dziwny sygnał z zamkniętej stacji na Marsie. Wyruszają sprawdzić, kto go nadaje, choć Kwarcowa Stacja Północna od dawna miała być pusta.
Marsjańska noc spłynęła na kolonię Kwarcową jak cienka, ciemna zasłona. W obserwatorium było cicho, tylko wentylatory szumiały jednostajnie, a za grubą szybą migotało różowe niebo. Weronika siedziała z podkulonymi nogami na parapecie, Igor kręcił w palcach śrubkę z rozkręconego panelu, a Lena opierała brodę na dłoniach i patrzyła w dal, gdzie na horyzoncie ginęły czerwone wydmy.
Na Marsie każdy dzień wyglądał trochę podobnie. Nauka, ćwiczenia, pomoc przy sprzęcie, odrobina zabawy i jeszcze mniej przygód. Dlatego kiedy ekran głównego komputera zamigotał raz, potem drugi, a w ciszy rozległ się cichy trzask zakłóceń, wszyscy troje od razu wyprostowali się jak na komendę.
Weronika nachyliła się nad monitorem.
Na pasku odbioru pulsował sygnał z Kwarcowej Stacji Północnej.
Igor zmrużył oczy. Stacja była zamknięta od dwóch lat, od tamtego wypadku, o którym dorośli mówili niechętnie i zawsze kończyli zdanie za szybko. Nikt z kolonii nie lubił tamtej nazwy. Nikt też nie powinien odbierać stamtąd żadnych transmisji.
Sygnał pojawił się znowu. Krótki, równy, jakby ktoś uparcie stukał w szybę z bardzo daleka.
Lena przełknęła ślinę.
– To nie jest automatyczna diagnostyka – szepnęła. – Za równo to powtarza.
Weronika już przewijała mapę bazy. Po chwili znalazła stary tunel serwisowy prowadzący w stronę północnych modułów.
– Jeśli to błąd, sprawdzimy i wrócimy – powiedziała, choć jej głos brzmiał odrobinę pewniej niż mina.
Igor nie odpowiedział od razu. Odpiął od plecaka małego robota-pingwina, Kosmika, który zamrugał niebieskim okiem i wydał z siebie metaliczne „piip”.
– Kosmik idzie z nami – oznajmił Igor. – Na wszelki wypadek.
Wzięli latarki, komunikatory i po chwili zniknęli w wąskim korytarzu technicznym. Tunel był chłodny, ściany lekko drżały od pracy systemów kolonii, a każdy ich krok odbijał się suchym echem. Po kilkudziesięciu metrach sygnał na ich ekranach zaczął narastać.
Wtedy Lena zatrzymała się tak nagle, że prawie wpadł na nią Igor.
Na podłodze coś błysnęło.
Weronika skierowała tam światło latarki. Między metalowymi płytami leżał drobny odłamek szkła albo przezroczystego plastiku. Lena podniosła go ostrożnie. Na powierzchni, przy samym brzegu, widniał dziwny znak: okrąg przecięty trzema cienkimi liniami.
Nikt z nich nie znał tego symbolu.
Przeszli dalej, już bez żartów. Tunel zwężał się i zakręcał, aż nagle przed nimi pojawiły się ciężkie drzwi Kwarcowej Stacji Północnej. Były ciemne, osmolone na krawędziach, a za ich niewielkim okienkiem pulsowało blade, niebieskie światło.
To światło nie powinno tam być.
Weronika uniosła rękę do panelu otwarcia. Jej palec zawisł na chwilę nad przyciskiem, potem nacisnęła.
Rozległ się przeciągły metaliczny jęk. Drzwi drgnęły i zaczęły rozsuwać się powoli, jakby coś po drugiej stronie długo walczyło, żeby ich nie wpuścić.
Z wnętrza stacji wypłynęło zimne światło. A zaraz potem ktoś przemówił cicho, wyraźnie i tuż obok nich:
– Proszę wejść. Czekałem na was.