Nocna wyprawa do opuszczonego sanatorium miała być tylko próbą odwagi. Gdy przyjaciele wchodzą do środka, odkrywają ślady czyjejś obecności i wiadomość, która zmienia ciekawość w lęk.
Deszcz bębnił o pordzewiały dach tak głośno, jakby chciał zagłuszyć wszystko, co kryło się w środku. Sanatorium tonęło w mlecznej mgle, a światło latarki rozcinało ją tylko na kilka kroków. Igor zerknął na Julię ściskającą mapę tak mocno, że pobielały jej knykcie. Dawid, który szedł pierwszy, stawiał ciężkie kroki po mokrych betonowych schodach.
— Mówiłam, że ta droga jest zła — mruknęła Julia, nie odrywając wzroku od ciemnych okien.
Oliwia, zwykle najbardziej rozsądna z całej czwórki, przyspieszyła tylko po to, żeby odczytać zardzewiałą tabliczkę przy bramie. Litery ledwo przebijały się przez warstwę rdzy: SANATORIUM ZAMKNIĘTE OD 1979 ROKU.
Wokół panowała cisza, zbyt gęsta jak na miejsce stojące na uboczu miasta. Gdzieś daleko zaszczekał pies, potem coś trzasnęło w krzakach i wszystko znowu zamarło. Igor włączył aparat na tryb nocny. Nie umiał jeszcze powiedzieć, czy bardziej chciał znaleźć dowód na miejską legendę, czy po prostu zobaczyć miny reszty, kiedy legenda okaże się prawdziwa.
Gdy przekroczyli próg, powitał ich zapach wilgoci, kurzu i starego tynku. Ciemność była tu inna niż na zewnątrz — cięższa, bardziej lepka. Dawid zacisnął dłonie na paskach plecaka, jakby samo to mogło go uspokoić.
— Nie wierzę, że jednak weszliśmy — szepnął.
Korytarz rozdzielał się na dwie części. W lewo ciągnął się wąski, długi tunel. W prawo stały rzędy drzwi, część zabitych deskami, część uchylonych tak, jakby ktoś wyszedł stamtąd przed chwilą. I wtedy rozległ się dźwięk kroków.
Tyle że nikt z nich się nie ruszył.
Oliwia pobladła.
— Słyszeliście to?
W następnej sekundzie coś przemknęło przez smugę światła. Cień był za szybki, zbyt wyraźny jak na przypadek. Igor odruchowo uniósł aparat i nacisnął spust. Na ekranie pojawiła się rozmazana sylwetka mężczyzny w białym kitlu.
Stał nieruchomo, patrząc prosto w obiektyw.
Za jego plecami, na odpadającej ze ściany farbie, ktoś zostawił napis tak świeży, że litery wciąż wyglądały jak mokre: NIE OGLĄDAJ SIĘ ZA SIEBIE.
W tej samej chwili za ich plecami skrzypnęły drzwi.