Tajemnica mówiącej skrzyni

W samotnej chacie w lesie Eliasz znajduje starą skrzynię, która przemawia ludzkim głosem. Z każdą odpowiedzią zagadka staje się większa i bardziej niepokojąca.

W głębi lasu stała samotnia, w której od zmierzchu do świtu drżał ciepły blask ognia. To tam mieszkał Eliasz, młodzieniec przyzwyczajony do ciszy tak gęstej, że słychać było własne myśli. Najczęściej nie przeszkadzała mu samotność, bo zastępowała ją ciekawość, a ta rzadko pozwalała mu siedzieć w miejscu.

Pewnego wieczoru, gdy wracał z lasu z naręczem chrustu, zauważył coś ciemnego między korzeniami starych sosen. Zrobił kilka kroków bliżej i zobaczył skrzynię. Była ciężka, nadgryziona czasem, obrośnięta mchem i przyprószona ziemią, jakby leżała tam od lat, czekając właśnie na niego.

Eliasz przyklęknął i dotknął wieka. W tej samej chwili drewno zadrżało.

Eliasz cofnął rękę tak gwałtownie, że omal nie przewrócił się na wilgotną ściółkę. Przez moment patrzył tylko na zamknięte wieko, jakby spodziewał się, że zaraz ktoś wyjdzie z ukrycia i wyśmieje cały ten absurd.

Tej nocy Eliasz nie zmrużył oka. Ogień w palenisku dogasał, a w jego głowie krążyły coraz cięższe pytania: skąd wziął się ten głos, kto ukrył skrzynię tak głęboko w lesie i dlaczego wyraźnie znała jego imię?

O świcie wrócił do niej bez chwili wahania. Mgła wisiała nisko między pniami, a skrzynia leżała dokładnie tam, gdzie ją zostawił. Eliasz nachylił się nad wiekiem i wtedy usłyszał ciche, prawie szeptane słowa: