Tajemnica podziemnego laboratorium

Lena, Tomek i Sara schodzą do opuszczonego tunelu pod Nadirem. To, co znajdują pod ziemią, wygląda jak dawno zamknięte laboratorium, które właśnie się obudziło.

Nadir w 2039 roku lśnił szkłem, światłami i metalem, ale Lena miała wrażenie, że pod tą nowoczesną skorupą miasto wciąż trzymało w sobie stare tajemnice. Autonomiczne auta mijały jezdnie bezszelestnie, drony patrolowały niebo nad dachami, a mimo to wystarczyło zejść kilka poziomów niżej, żeby wszystko zaczęło brzmieć inaczej. Ciszej. Groźniej.

Lena nigdy nie umiała przejść obok zagadki obojętnie. Gdy usłyszała o starym tunelu, o którym od lat krążyły plotki, od razu wiedziała, że nie odpuści. Tomek, który potrafił rozbroić każdy system zabezpieczeń, i Sara, zawsze gotowa rozłożyć na części pierwszy lepszy mechanizm, poszli z nią bez wahania. W sobotni wieczór stali już przy zardzewiałym wejściu, z latarkami, skanerem elektromagnetycznym i sercami bijącymi zbyt szybko jak na zwykłą wyprawę po mieście.

Metalowe schody jęknęły pod ich ciężarem. Im niżej schodzili, tym chłód stawał się bardziej lepki, a powietrze pachniało kurzem, starym ozonem i czymś jeszcze, czego Lena nie umiała nazwać. W ciemnym korytarzu co chwilę migały urwane kable, a gdzieś w głębi pracował jednostajny, niski szum, jakby pod ziemią ukryto wielki, śpiący mechanizm.

Na końcu tunelu czekały stalowe drzwi z dotykowym panelem. Ekran był pęknięty, ale wciąż żył bladym, niebieskim światłem.

– No dalej, Tomek – szepnęła Lena, zerkając przez ramię.

Tomek przykucnął, wyjął z plecaka własnoręcznie zbudowany łamacz kodów i podpiął go do panelu. Minęło kilka sekund. Potem jeszcze kilka. Wreszcie urządzenie zapiszczało, a ekran zamigotał zielenią.

Drzwi rozsunęły się bezgłośnie.

Za nimi rozciągała się ogromna hala, większa, niż Lena potrafiła objąć wzrokiem. Rzędy ciemnych konsol, srebrne ramię robota, kapsuły połączone przewodami, ściany pokryte znakami i monitorami, które powinny dawno nie działać. A jednak działały. Niektóre wyświetlacze pulsowały słabym światłem, jakby ktoś dopiero co je uruchomił.

W centrum pomieszczenia, pod przygaszoną kopułą, stała szklana kapsuła.

– To nie wygląda na opuszczone – powiedziała Sara cicho, podnosząc z podłogi kroplę wody. Była jeszcze ciepła.

Lena zrobiła krok bliżej. Na jednym z monitorów zaczęły przewijać się niezrozumiałe ciągi cyfr. Chwilę później z głośnika odezwał się syntetyczny głos, spokojny i zbyt wyraźny, by mógł należeć do starego systemu:

– Protokół Andromeda uruchomiony. Gotowość systemu: dziewięćdziesiąt cztery procent.

Lena poczuła, jak skóra na karku jej cierpnie. W kapsule coś poruszyło się powoli, najpierw tylko jak cień przesunięty za matową szybą, potem wyraźniej, ciężej, jakby ktoś właśnie budził się po bardzo długim śnie.

Tomek cofnął dłoń od panelu. Sara wstrzymała oddech.

A potem kapsuła zatrzeszczała i otworzyła się sama.