Zosia, Igor i Lena znajdują ukryte wejście do starych tuneli pod miastem. Kiedy schodzą pod ziemię, legenda przestaje być tylko opowieścią.
Noc była dziwnie ciepła jak na początek września, a nad miasteczkiem wisiało napięcie ostatnich dni wakacji i pierwszych rozmów o szkole. Zosia, Igor i Lena spotkali się tam, gdzie kończyła się asfaltowa droga, a zaczynał teren starej cementowni. Od lat słyszeli o tunelach biegnących podobno pod całym miastem. Dorośli zbywali te opowieści uśmiechem, ale im bardziej ktoś twierdził, że to bzdura, tym bardziej troje przyjaciół chciało sprawdzić, co kryje się pod ziemią.
Igor pierwszy wyjął z plecaka latarkę. Lena miała przy sobie notatnik i wyglądała tak, jakby już układała w głowie plan całej wyprawy. Zosia ściskała srebrny breloczek z sową, jakby miał ją zatrzymać na miejscu. „Jeśli stamtąd wrócimy, przysięgam, że przez miesiąc nie odejdę od domu po zmroku” – mruknęła, ale nawet ona nie brzmiała przekonująco.
Za głównym budynkiem, przy ścianie porośniętej czarną plamą wilgoci, Lena dostrzegła coś metalowego pod cienką warstwą ziemi. Razem odsunęli ziemię i ukazała się niska, zardzewiała klapa. Trzeszczała przy każdym ruchu, jakby ktoś dawno temu zamknął ją z drugiej strony i nigdy więcej nie wrócił. Kiedy Lena podważyła ją łomem znalezionym przy ogrodzeniu, spod spodu buchnęło zimne, ciężkie powietrze pachnące kurzem i mokrym kamieniem.
W świetle telefonu pojawiły się schody prowadzące w dół. Wąskie, nierówne, ginęły w ciemności po kilku metrach. Igor przełknął ślinę i pierwszy postawił stopę na stopniu. W tunelu natychmiast zrobiło się chłodno, a każdy oddech brzmiał zbyt głośno. Ściany tłumiły dźwięki tak skutecznie, że świat nad nimi wydawał się nagle odległy o całe lata.
Po chwili Igor zatrzymał się przy zardzewiałej tabliczce przytwierdzonej do muru. Litery były starte, ale dało się je odczytać. „Nie wchodzić dalej” – powiedział cicho, a echo powtórzyło jego słowa kilka razy, jakby tunel sam je sobie zapamiętywał. Lena uniosła brwi, zrobiła zdjęcie i uśmiechnęła się z wymuszoną odwagą. „Świetnie. Czyli jesteśmy w dobrym miejscu.”
Tunel rozdzielał się przed nimi na dwa korytarze. Po prawej stronie coś metalowego odbiło smugę światła. Zosia podeszła ostrożnie i zobaczyła starą skrzynkę wsuniętą w niszę w ścianie. Igor położył dłoń na zardzewiałym zamku, ale zanim zdążył cokolwiek zrobić, za ich plecami rozległ się suchy stukot, a potem drugi, bliższy.
Wszyscy troje zastygli. Z ciemności dobiegł jeszcze jeden odgłos, jakby ktoś przesunął butem po kamiennej posadzce. Igor podniósł latarkę wyżej. W bladym świetle na ścianie mignął cienki cień, a po chwili z załomu tunelu popłynął czyjś szept i rozbłysło światło innej latarki.