Tosia i Franek znajdują przy Srebrnym Stawie tajemnicze ślady i ruszają za nimi, choć ktoś albo coś wydaje się być tuż obok nich.
W samym środku Zielonego Lasu, tuż przy Srebrnym Stawie, mieszkała mała wiewiórka Tosia. Miała szybkie łapki, błyszczące oczy i głowę pełną pomysłów. Jej najlepszym przyjacielem był jeżyk Franek z kolorową chustką na szyi. Franek zawsze umiał wymyślić zagadkę albo niespodziankę.
Pewnego ranka Tosia i Franek bawili się w chowanego na miękkiej trawie przy brzegu stawu. Słońce migało w wodzie, a wiatr lekko ruszał sitowie. Nagle Tosia przystanęła w pół kroku.
– Franku, chodź tutaj! – szepnęła szybko. – Zobacz te ślady!
Franek podbiegł i pochylił się nad błotem. Widać było tam kilka świeżych odcisków łapek. Prowadziły prosto do wody, jakby ktoś przed chwilą stanął nad samym brzegiem, zajrzał w taflę i zniknął bez śladu.
– Są większe od żabich – mruknął Franek. – Ale mniejsze od bobrzych.
Tosia zmarszczyła nosek.
– Kto to mógł być?
Franek poprawił chustkę i spojrzał w gęste zarośla po drugiej stronie stawu.
– Albo ktoś bardzo sprytny. Albo ktoś, kto nie chce, żeby go znaleziono.
Oboje ruszyli za śladami. Szli cicho, stawiając łapki ostrożnie, żeby nie złamać ani jednej gałązki. Co chwilę coś szeleściło w trawie, a z krzaków dobiegało ciche chrupnięcie. Ślady skręciły pod niską gałęzią, potem nagle urwały się przy samym brzegu.
Wtedy rozległ się cichy plusk.
Tosia i Franek zamarli. W mętnej wodzie coś poruszyło się tuż pod powierzchnią, a potem zza trzciny wysunęło się coś małego, mokrego i lśniącego, co spojrzało prosto na nich.