Czworo przyjaciół znajduje pod Starym Mostem stary klucz i fragment mapy. Trop prowadzi ich do ukrytych drzwiczek, za którymi coś porusza się w ciemności.
W Nadwiślu każdy znał Stary Most. Był szeroki, drewniany i tak stary, że przy każdym kroku odpowiadał cichym skrzypnięciem, jakby sam chciał mieć coś do powiedzenia. Julek, Kinga, Bartek i Zosia przechodzili tędy prawie codziennie po szkole. Nigdy nie zatrzymywali się na dłużej. Do dziś.
Tego popołudnia burza właśnie odchodziła w stronę rzeki. Wiatr jeszcze szarpał gałęziami, a kałuże na rynku błyszczały jak rozlane srebro. Julek pierwszy zauważył coś między deskami przy samym brzegu mostu. Schylił się i wyciągnął z zakamarka zardzewiały klucz oraz kawałek pożółkłej mapy, zapisanej cienkimi, drżącymi liniami.
Przez chwilę nikt się nie odzywał.
Kinga od razu przejęła mapę. Rozłożyła ją ostrożnie na dłoni, a Bartek pochylił się tak blisko, że niemal dotknął jej czołem. Linia narysowana na serwetce prowadziła prosto pod most. Nie do ulicy, nie do starego młyna, tylko właśnie tutaj, pod ich nogi.
— To wygląda jak żart — mruknął Bartek, ale jego głos zabrzmiał mniej pewnie, niż pewnie chciał.
— Może i żart, ale ktoś musiał to tu schować — powiedziała Zosia i zerknęła w ciemność pod przęsłem.
Zeszli niżej, ostrożnie stawiając stopy na mokrych kamieniach. Kinga włączyła latarkę w telefonie. Wąski snop światła przesunął się po zbutwiałych belkach, mokrych deskach i porzuconych puszkach, aż zatrzymał się na czymś metalowym ukrytym za luźnym kamieniem.
Były tam małe drzwiczki z kłódką.
Julek wsunął klucz do zamka.
Pasował od razu.
Rozległ się cichy trzask, potem zgrzyt, jakby coś dawno nie otwierane wreszcie ustąpiło. Drzwiczki uchyliły się powoli i z ciemności wypłynął chłodny, wilgotny przeciąg. W środku coś zaszeleściło.
Przyjaciele zastygli. Latarka zadrżała w dłoni Kingi.
Z wnętrza tunelu dobiegł kolejny dźwięk. Tym razem już wyraźny. Jakby ktoś po drugiej stronie właśnie zrobił jeden krok w ich stronę.