Światło w starej fabryce

Lena, Mikołaj i Sara wchodzą do opuszczonej fabryki, gdzie ktoś najwyraźniej był przed nimi. Im głębiej schodzą w mrok, tym bardziej czują, że nie są tam sami.

Wieczór opadł na miasteczko ciężko i nagle, jak zasłona. Lena, Mikołaj i Sara stali przed starym ogrodzeniem, które dawno przestało kogokolwiek powstrzymywać. Za nim majaczyła fabryka: rozbita, porośnięta chwastami, z oknami czarnymi jak wypalone oczodoły. Nikt rozsądny nie zapuszczał się tu po zmroku. Dlatego właśnie przyszli.

Lena przesunęła latarką po pękniętym betonie i pierwsza wsunęła się przez wygięty fragment siatki. W środku pachniało rdzą, wilgocią i czymś jeszcze, czymś starym i zbyt długo zamkniętym. Jej światło drżało na ścianach hali, wyciągając z ciemności urwane schody, przewrócone wózki i porzucone skrzynki.

— Naprawdę myślisz, że ktoś tu bywa? — szepnęła Sara. Jej głos zabrzmiał zbyt głośno w pustce.

— Jarek przysięgał, że widział tu światła — odpowiedział Mikołaj. Starał się brzmieć swobodnie, ale nie odrywał wzroku od ciemnych okien na górze.

Lena przystanęła. Coś leżało przy ścianie, tuż obok rozsypanych cegieł. Podniosła to ostrożnie. Aparat fotograficzny. Stary, pożółkły, z porysowaną obudową, ale nie wyrzucony tak dawno, jak powinien być.

— To nie jest śmieć sprzed lat — powiedziała cicho. — Jeszcze jest ciepły.

Mikołaj zmarszczył brwi. — Ciepły? To niemożliwe.

Zanim zdążyli zrobić krok wstecz, nad nimi rozległ się głuchy huk metalu. Coś ciężkiego przesunęło się po piętrze z długim, szarpanym zgrzytem. Sara wstrzymała oddech i chwyciła Lenę za rękaw.

— Słyszeliście to? — wyszeptała.

Odpowiedziała jej cisza tak napięta, że aż bolała w uszach. A potem, gdzieś wysoko, między belkami i ciemnymi korytarzami, zapaliło się światło. Nie było stałe. Drgało, jakby ktoś szedł z latarką albo świecą, i z każdym mignięciem zbliżało się do schodów.

Lena ścisnęła aparat mocniej. Z ciemności napłynął przeciąg, zimny i wilgotny, niosący ze sobą urwane słowa, których nie dało się zrozumieć.

A potem na górze rozległy się pierwsze, wyraźne kroki.