Tajemnica Doliny Szeptów

Gucio, Fryga i Klemens znajdują w lesie dziwne ślady, a potem medalion z nieznanymi znakami. Kiedy nad ich głowami coś zaszura, zagadka dopiero się zaczyna.

W samym środku lasu leżała Dolina Szeptów. Przez gęste korony drzew sączyły się wąskie pasma światła, a wiatr przemykał między trawami tak cicho, jakby coś chciał ukryć. To właśnie tam mieszkała trójka przyjaciół: Gucio, mały borsuk, który zawsze pierwszy pchał nos tam, gdzie nie powinien; Fryga, ruda wiewiórka szybsza od własnego cienia; oraz Klemens, żółw o spokojnym spojrzeniu i pamięci pełnej dawnych opowieści.

Pewnego letniego popołudnia Gucio zamarł przy brzegu strumienia. W miękkiej ziemi zobaczył ślady, których nie potrafił rozpoznać. Nie były to lisie łapy ani sarnie racice. Wyglądały jak małe, okrągłe wgłębienia, równe i uporządkowane, prowadzące prosto w głąb doliny.

– Fryga! Klemensie! Chodźcie tu natychmiast! – zawołał tak głośno, że nawet woda w strumieniu zdawała się ucichnąć.

Fryga zjawiła się pierwsza, zeskakując z gałęzi na gałąź. Klemens nadszedł wolniej, ale gdy zobaczył ziemię, od razu przestał wyglądać na sennego.

– To nie wygląda na zwykły trop – szepnęła Fryga, pochylając się nisko. – Kto zostawia ślady takie idealne?

Klemens zmrużył oczy.

– Albo ktoś bardzo dziwny, albo coś, czego las nie zna od dawna.

Nie czekali dłużej. Ruszyli za śladami między paprociami i splątanymi korzeniami. Im głębiej wchodzili, tym cisza stawała się cięższa, a powietrze chłodniejsze. Trop prowadził prosto do starego Drzewa Szeptów, omszałego i pochylonego nad ziemią, jakby od lat nasłuchiwało sekretów ukrytych pod korą.

Pod jego korzeniami Fryga nagle przystanęła.

– Coś tu błyszczy.

Delikatnie odsunęła patyczek i wyciągnęła mały, stary medalion. Był ciężki, zimny i pokryty znakami, których nikt z nich nie znał. Gucio od razu pochylił się bliżej.

– Kto mógł to zgubić?

– I dlaczego właśnie tutaj? – dodał Klemens.

Przez chwilę wszyscy troje patrzyli na przedmiot w milczeniu. Potem nad ich głowami rozległ się cichy szelest. Nie taki, jaki robi wiatr.

Ktoś był w koronie drzewa. I najwyraźniej obserwował ich od samego początku.