Nina i Julek trafiają do zamkniętej szkolnej oranżerii, gdzie coś świeci, szeleszczy i wyraźnie nie chce zostać zauważone. Strach miesza się z ciekawością.
Szkoła przy ulicy Akacjowej zwykle wydawała się Ninie miejscem tak zwyczajnym, że aż przezroczystym. Te same korytarze, te same dzwonki, te same poplamione ławki. Dopiero w poniedziałek, na lekcji przyrody, nauczycielka wspomniała mimochodem o starej oranżerii stojącej za budynkiem.
Podobno kiedyś pełno było tam egzotycznych roślin, a teraz nikt prawie do niej nie zaglądał. Mówiło się też, że nocą między szybami migocze dziwne światło.
Nina od razu przestała słuchać o liściach i łodygach. W głowie miała już tylko jedno pytanie: co właściwie kryje się w środku?
Po lekcjach nie poszła od razu do domu. Zaczekała na Julka przy szatni, a potem oboje, jakby uczestniczyli w czymś zakazanym, przemknęli za szkołę. Między krzakami i przekrzywionymi ławkami stała oranżeria: wysoka, stara, z żeliwną bramą oplecioną rdzą.
Na drzwiach wisiał ciężki zamek.
Julek poprawił okulary i spojrzał na Ninę niepewnie.
– Może jednak wrócimy? – szepnął.
– Teraz? Po takim opowiadaniu? – Nina uśmiechnęła się, choć czuła, jak w brzuchu wszystko jej drży. – Musimy zobaczyć chociaż jedno okno.
Obeszli budynek powoli, stawiając stopy tak cicho, jak potrafili. Na tyłach oranżerii zobaczyli uchylone małe okienko, ledwie większe od tornistra. Z wnętrza dobiegał słaby zapach mokrej ziemi i czegoś jeszcze, jakby dawno zapomnianego lata.
Julek zawahał się tylko przez chwilę. Potem pierwszy wcisnął dłoń w ramę.
W środku było duszno i półmrocznie. Liście roślin zwisały z donic tak gęsto, że niemal zasłaniały ściany, a wysokie pędy sięgały aż pod szklany dach. Coś cicho zaszeleściło gdzieś z boku. Nina zamarła.
Jeszcze przed chwilą wydawało jej się, że ciekawość jest silniejsza od strachu. Teraz nie była już tego taka pewna.
W samym środku oranżerii stała stara szafa. Z jej pękniętych drzwiczek sączyło się blade, pulsujące światło.
Julek ścisnął Ninę za rękę.
W tej samej chwili coś zapukało od środka.