Mała Zosia odkrywa, że w jej szufladzie mieszkają mówiące przedmioty. Gdy wieczorem rozlega się szelest, szuflada skrywa coś jeszcze dziwniejszego...
Zosia lubiła swoją dziecięcą komodę z kolorowymi szufladami, ale najchętniej zaglądała do tej na samym dole. Leżały tam kredki, gumki i stare naklejki, które pachniały kurzem i czymś trochę magicznym.
Pewnego wieczoru mama pocałowała Zosię w czoło i zgasiła światło.
Gdy tylko drzwi cicho skrzypnęły, z dolnej szuflady dobiegł szept:
Zosia aż usiadła na łóżku. W mroku zamrugała kilka razy i wsłuchała się uważnie. Szept znowu się odezwał, tym razem wyraźniej, spod sterty kredek.
Dziewczynka zsunęła stopy z łóżka i na palcach podeszła do komody. Ostrożnie wysunęła szufladę. Na wierzchu leżała jej czerwona kredka, ta najgrubsza i najbardziej wytarta.
Zosia otworzyła usta ze zdziwienia.
Ty mówisz?
Pewnie, że mówię - odparła kredka. - I nie jestem tu sama.
W tej samej chwili gumka podskoczyła i zawołała:
Zosia zamarła. Z końca szuflady dobiegło cichutkie stukanie, jakby coś małego i twardego pukało od środka. W ciemnym rogu mignęło coś srebrnego, a potem...