Tajemnica za Drzwiami ze Światła

Maja i Kacper schodzą do piwnicy starej szkoły i znajdują drzwi, które nie powinny istnieć. Za nimi czeka coś, co nie wygląda ani na salę, ani na korytarz.

Maja zsunęła dłoń po zimnej ścianie i ostrożnie wcisnęła się do piwnicy starej szkoły. Kacper tuż za nią stawiał stopy tak lekko, jakby bał się obudzić cały budynek.

Powietrze było tam ciężkie, wilgotne i pełne kurzu. A jednak pod zapachem starego drewna i zardzewiałych rur czaiło się coś jeszcze, ledwo uchwytnego, jak iskra przed burzą.

– Jeśli ktoś nas tu znajdzie, powiem, że to był twój pomysł – szepnął Kacper, choć wcale nie wyglądał na takiego, który chce się wycofać.

Maja przewróciła oczami, ale nie odrywła wzroku od złożonej mapy, którą znaleźli wcześniej w bibliotece. Na pożółkłym papierze ktoś narysował piwnicę szkoły i zaznaczył w rogu jedno słowo: „ukryte”.

Przesunęła palcem po kreskach. Tu musiało coś być. Tylko co?

Nagle Kacper szarpnął ją za rękaw.

– Tam! – syknął.

Pod ścianą, za stertą starych skrzyń, mignęło blade, niebieskobiałe światło. Nie trwało nawet sekundy, a jednak oboje je zobaczyli.

Odsunęli skrzynie z cichym zgrzytem. Za nimi stały drzwi, których Maja nigdy wcześniej nie widziała. Grube, metalowe, całe w rdzy. Nie miały szyldu, zamka ani numeru klasy. Za to z wąskiej szczeliny sączył się blask tak jasny, że piwnica wydawała się od niego płytsza i obca.

– Może to jakieś zapasowe wejście do nowej pracowni? – mruknął Kacper, ale jego głos zabrzmiał znacznie mniej pewnie niż zwykle.

Maja przyłożyła ucho do chłodnego metalu. Usłyszała nie ciszę, tylko cichy pomruk, jakby po drugiej stronie ktoś przesypywał garść gwiazd albo szeptał do ucha samemu światłu.

Serce zabiło jej szybciej.

– Otwórzmy je – powiedziała.

Klamka była lodowata. Kacper chwycił ją razem z nią i pchnęli drzwi.

W tej samej chwili piwnicę zalał blask. Kurz uniósł się w górę jak srebrna mgła, a dziwny dźwięk urwał się nagle, jak przecięta nitka.

Za progiem nie było korytarza, ściany ani schodów.

Był wir z kolorów, światła i wirujących liści, jakby ktoś otworzył w murze kawałek innego świata.

Maja cofnęła się o pół kroku, ale było już za późno. Z wnętrza portalu dobiegł niski, drżący szmer, a z błyszczącej głębi coś poruszyło się powoli w ich stronę...