Basia i Janek odkrywają w łazience krainę ukrytą w szczoteczce do zębów, gdzie giną mleczne zęby i ktoś właśnie zaczyna ich szukać.
W pochmurny poniedziałek w łazience było tak cicho, że słychać było tylko kapanie kranu. Basia i Janek stali naprzeciwko siebie z minami, jakby od tej rozmowy zależał los całego świata. A chodziło przecież tylko o mycie zębów.
– Po każdym posiłku? Naprawdę? – burknął Janek, obracając szczoteczkę w palcach. – Przecież to nudne.
Basia uniosła brodę. Właśnie straciła swój ostatni mleczny ząb i wciąż nie mogła przywyknąć do pustego miejsca w uśmiechu. Pochyliła się nad umywalką i spojrzała na brata z lekkim błyskiem w oczach.
– Boisz się, że szczoteczka cię ugryzie? – zapytała.
Janek prychnął, odkręcił wodę i włożył szczoteczkę pod strumień. W tej samej chwili łazienkę przeciął niski, dziwny pomruk. Woda zawirowała, zamigotała kolorami, a z włosia szczoteczki uniosły się setki srebrnych bąbelków. Janek cofnął rękę.
Szczoteczka zaczęła świecić.
Najpierw lekko, potem coraz mocniej, aż urosła, rozciągnęła się i stanęła przed nimi wysoka jak drzwi do szafy. Na jej boku otworzyła się szczelina, z której dobiegł cichy, drżący głos:
– Pomocy... Ktoś kradnie zęby z Krainy Jamy Ustnej!
Basia aż wstrzymała oddech. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, bąbelkowy wir chwycił ich oboje i wciągnął do środka.
Spadali tylko przez chwilę. Potem miękko wylądowali na podłożu tak puszystym, jakby było z bitej piany. Wokół nich wyrastał labirynt z białych, lśniących ścian przypominających gigantyczne zęby. Nad ścieżkami furczały drobne stworzenia podobne do latających szczoteczek, a gdzieś daleko migał pałac utkany z błyszczącej nitki dentystycznej.
Janek chwycił Basię za rękę.
Z głębi labiryntu dobiegły przytłumione głosy:
– Szybko... jeśli zęby znikną, uśmiechy zostaną bez mocy...
Basia przełknęła ślinę i zrobiła krok naprzód, choć serce waliło jej jak szalone.
– Musimy znaleźć, kto je zabiera – szepnęła.
Wtedy zza zakrętu wynurzyła się postać w długim, połyskującym płaszczu. W jednej dłoni trzymała woreczek pełen mlecznych ząbków, w drugiej wielką gumę balonową zrobioną na kształt kapelusza.
– To wy... – powiedziała cicho.
Janek cofnął się o pół kroku.
– Kim jesteś? – zapytał.
Postać odsunęła kaptur i uśmiechnęła się szeroko. Wtedy jej oczy błysnęły tak dziwnie, że Basia poczuła dreszcz na plecach. A z głębi labiryntu rozległ się nagły, przeciągły trzask, jakby właśnie otwierały się drzwi do miejsca, do którego nikt nie miał trafić...