Staszek i Zosia trafiają do starego Zielonego Domku na końcu wsi i znajdują mapę, która prowadzi do ukrytego przejścia. Ktoś chyba wie, że tam są.
Staszek nigdy nie wierzył w duchy, ale kiedy Zosia, jego młodsza siostra, rzuciła mu wyzwanie i kazała iść z nią do Zielonego Domku, nie mógł się wycofać. Stary drewniany budynek od dawna straszył dzieci z ich wioski, a dorośli powtarzali tylko, żeby trzymać się od niego z daleka. Im bardziej ktoś zakazywał im tam iść, tym silniej Staszek chciał sprawdzić, co tak naprawdę kryje się w środku.
Był początek sierpnia. Powietrze pachniało poziomkami i świeżo skoszoną trawą, a wysoka łąka łaskotała ich po nogach, gdy szli w stronę końca wsi. Zielony Domek majaczył między starymi drzewami, obrośnięty bluszczem jak czymś, co chciało go ukryć przed światem. Gdy podeszli bliżej, Staszek miał wrażenie, że ktoś ich obserwuje. Spojrzał na gałęzie, ale zobaczył tylko cień i coś białego, co zniknęło między liśćmi.
Drzwi stały uchylone. Zosia wsunęła się pierwsza, cicha jak kot, a Staszek zaraz za nią. W środku panował półmrok. Kurz wirował w smugach światła wpadających przez zaklejone pajęczynami okno, a stare deski podłogi jęczały przy każdym kroku. Domek wydawał się pusty, ale wcale nie sprawiał wrażenia opuszczonego.
Na środku izby leżała stara mapa. Była pożółkła, miejscami rozdarcia trzymały się tylko na włóknach papieru, a jednak wyglądała tak, jakby ktoś położył ją tu przed chwilą. Przedstawiała ich wieś, ale w miejscu Zielonego Domku widniał dziwny znak: oko otoczone siedmioma gwiazdami.
Zosia już wyciągała rękę po mapę, gdy nagle zza ściany dobiegło ciche pukanie. Trzy krótkie uderzenia. Potem jedno długie. Staszek zesztywniał. W tej samej chwili usłyszał szept tak blisko, jakby ktoś stał tuż za nimi i wypowiadał ich imiona.
Pukanie rozległo się znowu, tym razem mocniej. Zosia ścisnęła mapę, a Staszek zrobił krok w stronę ściany. Deski pod jego dłonią drgnęły. Coś wewnątrz domu poruszyło się cicho, jakby mechanizm dawno nie używanych drzwi nagle obudził się do życia. Po chwili fragment ściany odchylił się na bok i odsłonił wąskie, ciemne przejście. Z wnętrza uderzył ich lodowaty podmuch, a z mroku dobiegł jeszcze jeden szept - tym razem bardzo wyraźny.