Lena i Tofik trafiają do krainy, w której każda emocja ma własny kolor. Gdy wszystko zaczyna migać coraz szybciej, pojawia się zagadkowy problem ze smutkiem.
Pewnego wietrznego popołudnia Lena siedziała na dywanie i układała klocki razem ze swoim pluszowym misiem Tofikiem. Za oknem szumiały gałęzie, a w pokoju było ciepło i cicho. Nagle przez szybę wślizgnął się drobny promyk światła. Nie spadł na podłogę jak zwykły blask. On zatańczył.
Tofik przekrzywił głowę, a Lena zmrużyła oczy.
„Hej, Tofik... to chyba nie jest zwykły promyk” – szepnęła.
Promyk zamigotał raz, drugi, i nagle po całym pokoju rozlały się barwy. Czerwony błysnął jak serduszko na laurce, niebieski mignął jak niebo po deszczu, zielony rozświecił kącik pod oknem. Lena poczuła w brzuchu lekkie łaskotanie, takie jak przed wielką niespodzianką.
Wtedy z promyka odezwał się cieniutki głosik:
„Chodźcie ze mną do Krainy Kolorowych Emocji. Tam każda emocja ma swój kolor”.
Na środku pokoju pojawiły się maleńkie tęczowe drzwi. Były tak małe, że Lena musiała pochylić się nisko, żeby je zobaczyć. Serce zaczęło jej bić szybciej. Chciała się cofnąć, ale Tofik mocniej ścisnął jej dłoń.
Razem przekroczyli próg.
Za drzwiami było zupełnie inaczej. Drzewa mieniły się różem, trawa miała żółte plamki, a w powietrzu dryfowały uśmiechnięte chmurki. Wszystko wyglądało pięknie i trochę dziwnie zarazem.
Lena rozejrzała się z otwartą buzią. Wtedy z krzewu wyskoczył okrągły, chichoczący balonik i zakręcił się nad ich głowami.
„Ojejku, Lena! Twoje emocje już się mieszają z kolorami! Ale... coś jest nie tak ze smutkiem” – zawołał nagle.
Balonik zamilkł. Kolory wokół niego przygasły. A z daleka dobiegł cichy, drżący płacz.