Ola i Tymek znajdują na placu zabaw srebrną rakietę. Wchodzą do środka, a wielki niebieski guzik zaczyna pulsować coraz mocniej.
Ola lubiła plac zabaw niedaleko domu, zwłaszcza o tej porze dnia, gdy huśtawki skrzypiały cicho, a piasek był jeszcze ciepły po słońcu. Tego dnia przyszła tam z Tymkiem. Chcieli pobujać się tylko chwilę, a potem zbudować zamek z piasku.
Ale przy huśtawce stało coś, czego nigdy wcześniej tam nie było. Wielka srebrna rakieta lśniła tak mocno, jakby spadła prosto z gwiazd. Miała zaokrąglony dziób, małe okienka i drzwi z szeregiem kolorowych przycisków. Ola przystanęła jak zaczarowana.
Dotknęła drzwi tylko palcem. Klik. Otworzyły się same.
W środku było jasno od światełek. Migały zielone lampki, cichutko buczały ekrany, a podłoga drżała jak przed startem. Tymek zajrzał pierwszy i aż pisnął z zachwytu. Ola weszła za nim. Wtedy z góry odezwał się spokojny, metaliczny głos:
– Witajcie na pokładzie.
Dzieci spojrzały na siebie szeroko otwartymi oczami. Pośrodku kabiny pulsował wielki niebieski guzik. Raz świecił mocniej, raz słabiej, jakby coś do nich mówił bez słów. Ola wyciągnęła rękę, a Tymek ścisnął ją mocno. Nagle cały statek zaszumiała cicho, a niebieski guzik rozbłysnął jasnym światłem.