Zosia odkrywa w swojej komodzie szufladę, która prowadzi do niezwykłego świata pełnego światła, mchu i zagadkowych dźwięków.
Zosia miała mały pokój, ciepły jak kubek kakao, i swoją ukochaną drewnianą komodę. W deszczowe popołudnie chciała tylko poukładać kredki, ale kiedy pociągnęła za dolną szufladę, usłyszała ciche: „Psst!”.
Zosia zamarła. Szuflada uchyliła się szerzej, niż powinna, a w środku nie było ani skarpetek, ani papierów. Zamiast tego migotał tam wąski tunel, skręcający się jak kolorowa wstążka. Świecił na niebiesko, złoto i zielono, jakby ktoś schował w nim kawałek tęczy.
— Puszek, widzisz to? — szepnęła.
Pluszowy miś siedział na łóżku z opuszczonymi łapkami, jakby też był zdziwiony. Zosia wzięła go pod pachę i ostrożnie wsunęła stopę do środka. Tunel był miękki i ciepły, a potem nagle zrobiło się cicho.
Po chwili Zosia stanęła na puszystym, zielonym mchu. Nad jej głową wisiały małe różowe grzyby, które świeciły jak lampki. Powietrze pachniało deszczem i czymś słodkim, nieznanym.
Z oddali dobiegł ich śmiech. Zaraz potem rozbrzmiały ciche dźwięki, jakby ktoś grał na maleńkich dzwonkach.
Zosia ścisnęła Puszka mocniej.
— To naprawdę nie jest nasz pokój — wyszeptała.
Wtedy mech tuż przed nią drgnął, uniósł się wysoko i wyrosły z niego maleńkie, migoczące drzwi.