Zosia i Staś spotykają klauna Teosia, a jego niebieska walizka zaczyna sama podskakiwać, chichotać i drżeć coraz mocniej.
Pewnego słonecznego poranka do miasteczka Zosi i Stasia zajechał cyrk. Na łące wyrosły kolorowe maszty, a wielki czerwono-żółty namiot lśnił jak cukierek. W powietrzu unosił się zapach waty cukrowej i prażonego popcornu.
Zosia ściskała dłoń Stasia, a oczy obojga błyszczały z zachwytu. Wtedy tuż przed nimi stanął klaun Teoś. Miał wielki czerwony nos, tęczową perukę i buty tak długie, że prawie zahaczały o trawę.
„Chcecie zobaczyć coś naprawdę niezwykłego?” zapytał i postawił na trawie wielką niebieską walizkę w złote gwiazdki.
Walizka ani drgnęła. Przez chwilę było cicho, tylko z namiotu dobiegała muzyka i śmiechy. Zosia chciała już coś powiedzieć, gdy nagle walizka lekko podskoczyła.
Staś cofnął się o krok. Na wieczku zamigotały gwiazdki, a spod środka dobiegło ciche: „hi-hi!”. Walizka zadrżała mocniej, potem jeszcze mocniej, jakby coś w niej przebierało nóżkami.
Teoś przyłożył palec do ust i pochylił się nad zamkiem. Wieczko drgnęło bardzo powoli, a z wnętrza błysnęło coś złotego i okrągłego...