Hania i piesek Fafik znajdują maleńkie drzwi pod krzakiem porzeczek i trafiają do krainy pełnej kolorowych chmur. Gdy ruszają za chmurką-kluczem, dzieje się coś dziwnego.
Pewnego słonecznego popołudnia Hania bawiła się w ogrodzie z Fafikiem. Piesek fikał przez trawę, a dziewczynka śmiała się głośno, aż nagle pod krzakiem porzeczek coś błysnęło.
Hania przykucnęła. W cieniu gałązek stały maleńkie drzwi. Były niebieskie, połyskiwały jak świeżo umyta woda i miały przyczepiony złoty kluczyk. Wyglądały tak, jakby ktoś przed chwilą je tu zostawił, a może ukrył bardzo, bardzo dawno temu.
Fafik przechylił łebek i cicho szczeknął. Hania spojrzała na niego, a potem na drzwi. Serce zabiło jej szybciej. Chwyciła kluczyk, przekręciła go ostrożnie i drzwi otworzyły się bezszelestnie.
Za progiem nie było ogrodu. Była Kraina Kolorowych Chmur.
Nad głowami Hani i Fafika unosiły się chmurki zielone jak groszek, pomarańczowe jak marchewka i fioletowe jak jagody. Jedne miały kształt lodów, inne balonów, a jeszcze inne śmiesznych króliczków z długimi uszami. Powietrze pachniało watą cukrową, a gdzieś daleko dzwonił cichy, srebrny śmiech.
Hania zrobiła krok do przodu i aż westchnęła z zachwytu. Fafik zakręcił się w kółko, jakby chciał złapać jedną z chmur pyskiem.
Wtedy spod tęczowego obłoku wypłynęła chmurka w kształcie ogromnego klucza. Zatrzymała się tuż przed nimi, zamigotała i ruszyła dalej, jakby prosiła: chodźcie za mną.
Hania już chciała pobiec, gdy nagle chmurka-klucz skręciła za wielką różową chmurę. Dziewczynka i Fafik podbiegli bliżej i wtedy zobaczyli coś, co sprawiło, że oboje zamarli.