Tajemnicza wyspa ukryta w butelce

Troje przyjaciół znajduje na plaży butelkę z mapą. Wyruszają śladem tajemniczych znaków, a ich wyprawa szybko zamienia się w coś znacznie dziwniejszego, niż przypuszczali.

Słońce stało nisko nad morzem, a wiatr rozwiewał Martze włosy, kiedy szła boso po mokrym piasku. Bartek i jego młodsza siostra Zosia brodzili tuż obok, wypatrując muszelek większych od paznokcia i kawałków szkła wygładzonych przez fale.

Nagle Bartek przystanął tak gwałtownie, że Zosia omal na niego nie wpadła.

– Patrzcie! – krzyknął.

W piasku, między wodorostami, leżała stara szklana butelka. Była matowa od soli, a w środku tkwiła ciasno zwinięta, pożółkła kartka. Marta przykucnęła od razu.

– To wygląda jak wiadomość z innego świata – szepnęła.

Zosia pomogła Bartkowi odkręcić korek. Papier szeleszcząc rozwinął się na kolanach Marty. Nie była to zwykła kartka. Widniał na niej zarys wyspy, kilka dziwnych symboli, strzałki i duży znak zapytania pośrodku. Pod spodem ktoś nabazgrał nierównym pismem: „Odwaga prowadzi tam, gdzie nikt nie śmiał dotrzeć”.

Bartek uniósł brwi. – To chyba mapa.

– Skarbów? – Zosia aż ściszyła głos, jakby morze mogło ją podsłuchać.

Marta przesunęła palcem po kreskach. Na brzegu mapy był mały znak, prawie niewidoczny z daleka. Wyglądał jak miejsce niedaleko ich plaży, tam, gdzie zaczynał się gęsty las i stary, powyginany szlak prowadził w głąb wybrzeża.

Nazajutrz wrócili tam z plecakami. Spakowali latarkę, lornetkę i kanapki, ale nikt nie myślał o jedzeniu. Las przywitał ich chłodnym cieniem i szelestem gałęzi, jakby drzewa naprawdę coś szeptały. Zosia co chwilę oglądała się za siebie.

– Słyszeliście? – spytała cicho.

Bartek zatrzymał się przy błotnistej ścieżce. Na ziemi odcisnęły się świeże ślady łap.

Marta nachyliła się nad mapą. Znak prowadził ich dalej, między paprocie i splątane korzenie, aż na małą polanę. Pod starym dębem, tam gdzie ziemia była ciemniejsza niż wokół, leżał kamienny krąg. Pośrodku spoczywała muszla. Taka sama jak ta, którą wyjęli z butelki.

Bartek przełknął ślinę.

– Chyba musimy zrobić dokładnie to, czego od nas chce mapa – powiedział.

Zosia wyciągnęła rękę, ale zanim dotknęła muszli, spod ziemi dobiegł głuchy odgłos. Coś ciężkiego przesunęło się pod ich stopami, a kamienie w kręgu cicho zadrżały.