Kuba odkrywa małe, błyszczące drzwi pod łóżkiem i razem z Łatką trafia do dziwnego, świecącego świata, w którym czeka na nich ktoś nieznajomy.
Kuba lubił swój pokój najbardziej wtedy, gdy na dworze padał deszcz. Krople bębniły o szybę, a on budował z klocków coraz wyższy zamek, aż prawie dotykał lampy. Łatka siedziała obok i machała ogonem, jakby pilnowała całej tej budowy.
Nagle kotka zeskoczyła na podłogę i zaczęła drapać łapkami przy łóżku. Kuba nachylił się, zajrzał w ciemność i zamarł. Między kurzem i cieniem mignęło coś niebieskiego. Małe drzwi. Naprawdę małe. Z mosiężną klamką, która połyskiwała jak kropla miodu.
— Łatka, widzisz to? — szepnął.
Kotka odpowiedziała krótkim miauknięciem i pierwsza wsunęła pyszczek w stronę drzwi. Kuba ostrożnie przekręcił klamkę. Drzwiczki otworzyły się z cichym skrzypnięciem, a za nimi nie było ściany ani podłogi, tylko wąska ścieżka migająca wszystkimi kolorami. Rosły przy niej fioletowe grzyby, w powietrzu tańczyły świetliki, a gdzieś dalej słychać było szmer rzeki pełnej świecących kamyków.
Kuba zrobił krok do przodu, Łatka zaraz za nim. Drzwi zamknęły się miękko, jakby same chciały zostać z tyłu. Wtedy zza ogromnego grzyba wysunęło się futrzaste stworzonko z różowym noskiem i śmiesznymi uszami.
— Czekałem na was — powiedziało cicho.
Zielona poświata przesunęła się po ścieżce, a z głębi tajemniczego lasu dobiegł ich cieniutki, dziwny śpiew...