Zuzia odkrywa w swoim pokoju małe niebieskie drzwi, za którymi zaczyna się niezwykły, zaczarowany świat pełen niespodzianek.
Pewnego deszczowego dnia Zuzia siedziała na dywanie i budowała wieżę z klocków. Krople stukały w okno, a w pokoju było cicho i przytulnie. Nagle Zuzia zamarła.
W samym rogu stały małe niebieskie drzwi. Przed chwilą ich tam nie było.
Zuzia wstała powoli i podeszła bliżej. Drzwiczki miały złotą klamkę i były obsypane błyszczącymi gwiazdkami, jakby ktoś posypał je cukrem. Dziewczynka dotknęła drewna. Było ciepłe.
Pociągnęła lekko za klamkę. Drzwi skrzypnęły cichutko i otworzyły się na szczelinę, a potem szerzej i szerzej.
Za nimi nie było ściany. Był las. Tylko że zupełnie niezwykły. Zamiast drzew rosły tam ogromne lizaki, a między nimi falowały puszyste waty cukrowe. Po niebie fruwały wielkie motyle w maleńkich kapeluszach. Pod jednym słodkim drzewkiem siedział mały zielony smok i machał ogonem.
Zuzia poczuła przyjemne łaskotanie w brzuchu. Chciała wejść, ale było jej też trochę nieswojo.
Zrobiła jeden ostrożny krok przez próg.
Wtedy tuż obok jej ucha rozległ się szept:
Zuzia odwróciła głowę. Wśród kolorowych drzew coś właśnie poruszyło się szybko i zniknęło.