W deszczowe popołudnie Antek i Lena znajdują na strychu ukryte drzwi w podłodze. Za nimi czeka świat, który pachnie lasem i brzmi jak szept.
Antek i Lena leżeli na dywanie w swoim pokoju i słuchali, jak deszcz wybija rytm o parapet. W domu panowała cisza przerywana tylko stukaniem klawiatury z gabinetu rodziców i cichym buczeniem telewizora, który nikt nie oglądał.
– Strych? – odezwał się nagle Antek, podnosząc głowę. – Jeśli gdzieś można znaleźć coś dziwnego, to właśnie tam.
Lena od razu usiadła.
– Wreszcie coś sensownego.
Schody na górę skrzypiały tak głośno, jakby chciały ich zdradzić całemu domowi. Na strychu pachniało kurzem, starym drewnem i czymś jeszcze, czego Lena nie umiała nazwać. Między kartonami, które dawno nie były otwierane, leżały książki w popękanych okładkach, wyblakłe ubrania po pradziadku i zabawki z czasów, gdy ich rodzice byli jeszcze dziećmi.
Przeszukiwali kolejne pudła, aż Lena nagle zastygła.
– Antek. Zobacz.
Wskazała podłogę. Jedna z desek była lekko podniesiona, jakby coś od spodu próbowało ją wypchnąć. Dziewczynka przykucnęła i dotknęła drewna. Deska drgnęła pod jej palcami, po czym odsunęła się z cichym trzaskiem.
Pod nią nie było kurzu ani pustki.
Były tam małe żelazne drzwiczki. Na środku miały wyryty znak przypominający słońce zamknięte w kole, ale kiedy Antek spojrzał na niego dłużej, poczuł nieprzyjemne mrowienie w karku.
– To chyba nie jest zwykły schowek – szepnął.
Lena pochyliła się bliżej. Drzwiczki były wąskie, ledwie większe od książki, a jednak zdawały się prowadzić gdzieś daleko, jakby strych nagle przestał być ich strychem.
Dziewczynka chwyciła za zimną klamkę.
Drzwiczki otworzyły się bez oporu.
Z wnętrza buchnęło ciepłe powietrze pachnące mokrą ziemią i lasem po burzy. Z ciemności popłynęło zielonkawe światło, miękkie i dziwnie żywe, a zaraz potem rozległ się cichy, melodyjny śmiech.
Antek odruchowo cofnął się o krok.
– Lena…
Ale było już za późno. Po drugiej stronie coś błysnęło szybko jak srebrna smuga, a potem na ścianę strychu padł długi cień, którego przed chwilą tam nie było…