Tajemnicze przejście za biblioteczną ścianą

Troje przyjaciół odkrywa ukryte drzwi za regałem szkolnej biblioteki. Za nimi czeka świat pełen dziwów, ale także coś, co najwyraźniej już ich zauważyło.

W szkolnej bibliotece zwykle panowała cisza tak gęsta, że słychać było nawet przewracanie kartek. Tego popołudnia Marta, Maks i Lena siedzieli jednak przy stole i ziewali z nudów, czekając na nauczycielkę, która spóźniała się już dobre kilka minut.

Marta przesunęła palcem po grzbietach starych książek ustawionych najniżej na regale. Jedna z nich była grubsza od innych, mocno zakurzona i miała wyblakły, złoty napis. Kiedy dziewczynka chwyciła ją mocniej, poczuła, że księga nie drgnęła ani o milimetr.

— Chodźcie tu — szepnęła, choć sama nie wiedziała dlaczego ścisza głos.

Maks podszedł pierwszy. Pociągnął za encyklopedię raz, potem drugi. Regał odpowiedział przeciągłym skrzypnięciem. Wszystkie trzy dzieci zamarły, kiedy ciężka półka zaczęła odsuwać się od ściany, jakby ktoś z drugiej strony właśnie ją popychał.

Za regałem nie było pustki. W półmroku, w wąskim kawałku odsłoniętej ściany, tkwiły małe drzwi. Były tak dobrze ukryte, że Marta musiała przetrzeć oczy, żeby upewnić się, że naprawdę je widzi. Na srebrnym łańcuszku wisiał przy nich dziwny klucz, zakręcony jak ogonek ślimaka.

— To jest niemożliwe — wyszeptała Lena, ale zamiast cofnąć się o krok, pochyliła się bliżej.

Maks zdjął klucz ostrożnie. Pasował idealnie. Gdy przekręcił go w zamku, drzwi jęknęły cicho i uchyliły się na szerokość dłoni. Z wnętrza buchnął chłodny podmuch, a za nim wypłynęło światło tak jaskrawe, że dzieci mrugnęły jednocześnie.

Za progiem nie było szkolnego korytarza ani magazynu starych map. Rozciągał się tam świat, w którym książki szybowały nad ziemią, drzewa migały tysiącem kolorów, a w powietrzu płynęły wąskie srebrne rzeki.

— To nie wygląda jak żadne miejsce z tej biblioteki — szepnęła Marta.

Zrobili jeden wspólny krok do przodu. Drzwi zatrzasnęły się za nimi z głuchym trzaskiem.

Maks odwrócił się gwałtownie, ale wtedy wśród świetlistych drzew zaszeleściły liście. Coś poruszyło się po drugiej stronie polany. Potem jeszcze raz. I coraz szybciej zaczęło zbliżać się do nich, jakby wiedziało dokładnie, że już tu są.