Lila i Franek widzą nocą dziwne światło w swoim domku na drzewie i idą sprawdzić, co ukrywa się w środku.
Lila i Franek najbardziej lubili swój domek na drzewie. Zbudowali go z tatą na starej, rozłożystej dębie, a potem sami przynieśli do środka koc, latarkę i pudełko z prawdziwymi skarbami: kamykiem w paski, piórkiem i czerwoną gumką do włosów.
Po szkole wspinali się tam tak często, że znali każdy skrzypiący stopień. W domku urządzali tajne narady, wyprawy po wyspach i poszukiwanie zaginionych skarbów. Aż pewnego wieczoru Lila spojrzała przez okno swojego pokoju i znieruchomiała.
W domku na drzewie mignęło światło. Potem jeszcze raz. I znowu, jakby ktoś w środku zapalał małą, drżącą lampkę.
Lila przycisnęła dłonie do szyby. "Franek" – wyszeptała. – "Patrz."
Brat dobiegł do okna w dwóch skokach. Przez chwilę oboje tylko patrzyli, jak ciemne gałęzie kołyszą się lekko nad domkiem, a w środku coś połyskuje, ciepło i złoto.
Nie było to światło latarki. Nie było też podobne do błysku telefonu. I na pewno nikt nie powinien tam być.
Dzieci narzuciły bluzy i wybiegły z domu na bosaka, po cichu, żeby nie obudzić mamy. Noc pachniała mokrą trawą, a wielki dąb stał nieruchomo jak strażnik.
Gdy podeszły bliżej, zobaczyły, że drzwi domku są uchylone na palec. Ze środka wypływało to samo migotliwe światło. Lila chwyciła Franka za rękę.
Wtedy coś zaszeleściło tuż za drzwiami.