Konrad i Maja znajdują w kredensie babci srebrny kluczyk. Chwilę później zwykły mebel zaczyna zachowywać się tak, jakby skrywał przejście do innego świata.
Konrad lubił dom babci Stefanii bardziej niż własny pokój. Stary budynek stał na skraju lasu, skrzypiał przy wietrze i pełen był szuflad, schowków oraz przedmiotów, których nikt nie potrafił wyjaśnić. Najdziwniejszy ze wszystkich był jednak drewniany kredens w jadalni. Maja od dawna twierdziła, że coś w nim się ukrywa. Konrad zawsze wywracał na to oczami. Do dzisiaj.
Babcia poprosiła ich o pomoc przy kolacji, więc dzieci krążyły po kuchni z serwetkami, talerzami i łyżkami. To właśnie wtedy Maja otworzyła jedną z szuflad kredensu i znieruchomiała. Na dnie leżał maleńki srebrny kluczyk. Nie wyglądał na stary, raczej na świeżo wypolerowany. Mimo słabego światła błyszczał tak mocno, jakby łapał ostatnie promienie zachodzącego słońca.
— Konrad, patrz — szepnęła.
Chłopiec podszedł bliżej i od razu zauważył coś, czego wcześniej nie widział: pod samym spodem kredensu była wąska szczelina, prawie niewidoczna między deskami. Maja wsunęła kluczyk do małego zamka. Rozległ się cichy trzask, potem głębokie, drewniane westchnienie, jakby mebel budził się po bardzo długim śnie.
Dolna ścianka uchyliła się o kilka centymetrów. Z wnętrza wypłynęło chłodne światło i zapach kurzu, cynamonu oraz czegoś jeszcze, czego Konrad nie potrafił nazwać. Na dnie przegródki leżała czerwona książka, a obok niej kula jaśniejąca miękkim blaskiem. Nagle z ciemności popłynął szept, tak cichy, że prawie go nie usłyszał:
— Nie zamykajcie tego...
Kredens drgnął. Szpara rozszerzyła się szerzej, niż powinna, jakby za drewnianą ścianką nie było żadnej szafki, tylko zupełnie inny świat. Maja ścisnęła Konrada za rękę. W tym samym momencie z wnętrza dobiegł drugi dźwięk — głuche stuknięcie, jakby coś ciężkiego spadło po drugiej stronie przejścia. A potem srebrny kluczyk, wciąż trzymany w dłoni Konrada, zaczął sam z siebie lekko się obracać.