Tajemniczy mostek za domem

Franek i Luna znajdują w lesie mały drewniany mostek, którego wcześniej nie było. Gdy stawiają na nim pierwsze kroki, z drugiej strony dobiega ich cichy szept.

Franek najbardziej lubił popołudnia za domem. Biegał wtedy po podwórku, a potem razem z Luną wpadał do lasu, gdzie pachniało mchem, igłami sosny i ciepłym powietrzem. Luna zawsze wyprzedzała go o kilka kroków, ale tego dnia nagle przystanęła. Uszy jej drgnęły.

Przed nimi, między drzewami, stał mały drewniany mostek. Nie był tam rano. Franek był tego pewien. Deski miały ciemny kolor, jakby pamiętały bardzo dawny deszcz, a poręcze skrzypnęły lekko, chociaż nie tknął ich ani wiatr, ani ręka chłopca. Mostek wyglądał tak, jakby ktoś specjalnie położył go tutaj tylko dla nich.

Luna spojrzała na Franka, potem na mostek i cicho zaszczekała. Franek poczuł przyjemne mrowienie w brzuchu. To było trochę straszne, a trochę cudowne.

Postawili pierwszy krok. Potem drugi. Deski miękko zaskrzypiały pod ich stopami. Z każdym krokiem po drugiej stronie robiło się dziwniej: światło między gałęziami było jaśniejsze, krzaki szeleściły bez wiatru, a w powietrzu migały drobne, kolorowe światełka, jak maleńkie iskierki.

Franek właśnie miał zrobić kolejny krok, kiedy z zarośli po drugiej stronie dobiegł ich cichy głos:

Franek zamarł na środku mostka. Luna przysunęła się do jego nogi i nagle nawet las ucichł.