Janek i Maja odnajdują w lesie ukryte przejście pod starym dębem. Kiedy je przekraczają, trafiają do miejsca, w którym wszystko wygląda znajomo i obco jednocześnie.
Janek nie znosił bezczynności. Kiedy padało, stał przy oknie i liczył krople ścigające się po szybie, wyobrażając sobie miejsca, do których mógłby uciec. Dziś jednak słońce złociło ogród, a to znaczyło tylko jedno: czas na wyprawę do lasu.
Maja czekała już na progu, z plecakiem niemal większym od siebie.
– Masz mapę? – spytała z takim zapałem, jakby od niej zależało całe to przedsięwzięcie.
Janek uniósł złożoną kartkę.
– Mam. I wiem dokładnie, gdzie szukamy Starego Dębu.
Las za domem pachniał wilgotną ziemią i żywicą. Gałęzie szeleściły nad ich głowami, a gdzieś wysoko krzyczała sójka, jakby ostrzegała wszystkich przed nieproszonymi gośćmi. Dorosłym nie podobały się ich wyprawy w głąb lasu, ale Janek od dawna chciał zobaczyć drzewo, o którym dziadek mówił półgłosem, jak o czymś ważnym i trochę niebezpiecznym.
Szli coraz dalej. Przeskoczyli przez wąski strumień, minęli omszały kamień i wspięli się na niewielkie wzgórze. Janek zerknął na mapę, potem przed siebie, i aż zwolnił.
– To tutaj – szepnęła Maja.
Stary Dąb wyrósł przed nimi jak strażnik lasu. Miał pień szeroki jak ściana domu, popękaną korę i konary tak rozłożyste, że cień pod nimi wydawał się gęstszy niż gdzie indziej. Między korzeniami coś mignęło w słońcu.
Janek odsunął liście i przyklęknął. W ziemi, wciśnięta głęboko między korzenie, tkwiła wnęka, a w niej połyskiwało coś, co wyglądało jak cienka tafla wody. Tylko że woda nie drżała tak równym, srebrnym blaskiem. I nie mrowiła w palcach, kiedy Janek ostrożnie dotknął powierzchni.
Maja nachyliła się nad jego ramieniem.
– To nie jest zwykła dziura w korzeniach.
– Wiem – odpowiedział Janek, choć sam nie był pewien, czy bardziej chce się cofnąć, czy rzucić do przodu.
Powietrze przy pniu zadrżało. Blask w wnęce zgęstniał, jakby coś po drugiej stronie właśnie się obudziło. Wtedy usłyszeli cichy szelest, a potem głos, spokojny i obcy:
– Spóźniliście się tylko trochę.
Janek i Maja zesztywnieli.
Z jasności pod dębem zaczęła wyłaniać się wysoka postać w stroju z liści i piór. Wyciągnęła do nich rękę i spojrzała prosto na Janka.
– Czekaliśmy na was. Odważycie się wejść dalej?