Tajemniczy szept kredki Karoliny

Karolina odkrywa, że jej kredki zaczynają mówić i wciągają ją w tajemnicę ukrytą w piórniku i szafie.

Karolina miała w swoim pokoju piórnik pełen kolorowych kredek. Najbardziej lubiła niebieską kredkę, którą nazywała Błękitka. To nią rysowała morze, niebo i wieloryby z wielkimi ogonami.

Pewnego wieczoru Karolina zamknęła drzwi do pokoju i już chciała usiąść przy biurku, gdy usłyszała cichy szept.

– Psyt… Karolino…

Dziewczynka zamarła. Rozejrzała się po pokoju, ale nikogo nie było. Tylko piórnik leżał na stoliku, trochę przekrzywiony, jakby ktoś przed chwilą go dotknął.

– Kto to powiedział? – szepnęła.

Wtedy z piórnika wysunęła się Błękitka. Potem jedna po drugiej wyjechały Czerwonka, Zielonka i Żółciutka. Ustawiły się równo, jak mały kolorowy pociąg.

– Wreszcie przyszłaś – powiedziała Zielonka, podskakując z przejęcia.

– Musimy ci coś pokazać – dodała Czerwonka i zniżyła głos. – Tylko cicho. Bardzo cicho.

Żółciutka potoczyła się w stronę szafy.

– Chodź za nami! Szybko! – zawołała.

Karolina ruszyła na palcach. Kredki zatrzymały się przy samym dole szafy, tam, gdzie zwykle leżały stare buty i pudełko po klockach. Nagle Błękitka stuknęła końcem o drewno.

Pod małymi drzwiczkami błysnęło coś jasnego.

Karolina otworzyła usta ze zdziwienia.

– To tu…? – wyszeptała.

Drzwiczki drgnęły powoli. Spomiędzy nich wypłynęło srebrne światło, a kredki nagle umilkły, jakby same też się czegoś przestraszyły.