Franek i Maja nocują w domku na drzewie. W ciszy pojawia się szept, a za oknem miga dziwne światełko. Kiedy staje tuż przy drzwiach, wszystko robi się jeszcze bardziej tajemnicze.
Franek i jego młodsza siostra Maja kochali swój domek na drzewie w ogrodzie bardziej niż cokolwiek innego. Tego wieczoru postanowili zostać w nim na całą noc. Wnieśli poduszki, latarki i swoje najważniejsze skarby: pluszowego królika i misia z wytartym nosem.
Na dole zaszło słońce. Rodzice pomachali im z ogrodu i życzyli dobrej nocy. W domku zrobiło się ciepło i cicho. Franek poprawił koc, a Maja przytuliła misia. Przez chwilę słychać było tylko szelest liści i daleki śpiew świerszcza.
Potem coś innego przeszło przez ciszę.
Sss... kto tam?
Maja zesztywniała. Franek podniósł głowę i spojrzał w stronę okna. Między deskami i gałęziami mignęło maleńkie światełko. Nie było żółte jak latarka ani białe jak księżyc. Wirowało cicho, jakby ktoś trzymał je na cienkiej нитce w powietrzu.
Światełko zbliżyło się do domku. Zatrzymało się tuż pod oknem.
Maja ścisnęła rękę Franka tak mocno, że aż zabolało. On odsunął koc, pochylił się do szyby i zobaczył coś jeszcze. Przy samych drzwiach poruszył się cień, a szept wrócił, tym razem bliżej niż wcześniej.
Drzwi domku drgnęły i zaczęły powoli się uchylać...