Mała Tosia znajduje w swoim pokoju błyszczące drzwi, za którymi czeka niezwykła kraina pełna kolorowych chmur i tajemniczego cienia.
Tosia była dziewczynką, która zawsze najpierw zaglądała, a dopiero potem pytała. Tego popołudnia siedziała na dywanie ze swoim misiem Kubusiem, gdy nagle między półkami z książkami coś zamigotało.
Tosia zmrużyła oczy. W ścianie, której przed chwilą tam nie było, stały małe drzwi. Były lśniące, miały złotą klamkę i ramkę usianą drobnymi gwiazdkami, jakby ktoś posypał je nocnym niebem. Tosia przytuliła Kubusia do siebie.
Podeszła bliżej i dotknęła klamki. Drzwi otworzyły się bezszelestnie. Za nimi nie było pokoju ani korytarza. Był tam inny świat.
Falowało w nim morze kolorowych chmur: różowych jak cukierek, niebieskich jak lato i żółtych jak słońce. Między nimi latały małe, śpiewające motyle. Tosia zrobiła krok do przodu i poczuła pod stopami miękką, sprężystą chmurkę. Wiatr musnął jej policzek, a gdzieś daleko rozległ się cichy śmiech.
Wtedy pośród chmur poruszył się ciemny cień. Był duży. Bardzo duży. Przez jedną krótką chwilę Tosia pomyślała, że to smok... a potem cień zbliżył się jeszcze bardziej.