Mała Tosia znajduje w swoim pokoju tajemnicze kolorowe drzwi. Gdy je otwiera, po drugiej stronie czeka na nią niezwykły świat i zagadka do rozwiązania.
Tosia miała sześć lat, rude warkoczyki i głowę pełną pomysłów. Najbardziej lubiła chwile, kiedy w domu robiło się cicho, a promienie słońca kładły się na podłodze jak złote wstążki.
Właśnie wtedy zauważyła coś dziwnego. W rogu pokoju, tam gdzie zwykle leżały klocki, stały małe drzwi. Były nie większe od domku dla lalek, ale mieniły się wszystkimi kolorami naraz. Raz świeciły jak truskawka, raz jak cytryna, a raz jak kawałek nieba po deszczu.
Tosia przykucnęła bardzo powoli. Jej misie patrzyły z łóżka okrągłymi oczami, a Jaś, ulubiony miś, zsunął się trochę z poduszki, jakby też chciał zobaczyć lepiej. Dziewczynka dotknęła klamki.
Drzwi same się uchyliły. Z wnętrza powiał ciepły, słodki zapach, jakby ktoś rozgniótł cukierki i kwiaty razem. Tosia usłyszała cichy chichot i aż wstrzymała oddech.
Bo za drzwiami nie było ściany. Nie było jej pokoju. Rozciągała się tam barwna łąka pełna tańczących świateł i małych zajączków w niebieskich kapelusikach. Nad trawą fruwały motyle kolorowe jak landrynki.
Tosia ścisnęła Jasia mocniej. Wtedy z głębi tęczowego świata dobiegł ją niski, spokojny głos:
Dziewczynka zrobiła krok bliżej. Nagle coś poruszyło się w blasku po drugiej stronie drzwi i Tosia poczuła, że serce bije jej szybciej niż kiedykolwiek.