Tosia znajduje dwie tajemnicze poduszeczki, które przenoszą ją na błyszczącą kosmiczną stację pełną robotów i dziwnych sygnałów.
Tosia najbardziej lubiła wieczory, kiedy mogła wtulić policzek w swoją ulubioną poduszkę i wypatrywać gwiazd za oknem. Tego dnia niebo było wyjątkowo ciemne, a gwiazdy mrugały tak mocno, jakby chciały jej coś powiedzieć.
Kiedy mama szepnęła „dobranoc” i zamknęła drzwi, Tosia usiadła na łóżku. Wtedy zauważyła coś dziwnego. Obok kołdry leżały dwie małe poduszeczki, których na pewno wcześniej tam nie było. Jedna była turkusowa, druga srebrna. Obie miały połyskujące guziczki i błyszczały jak świeżo wypolerowane księżyce.
Tosia dotknęła jednej z nich tylko czubkiem palca. Poduszeczka zadrżała. Potem druga mrugnęła ciepłym światełkiem. Całe łóżko lekko się zakołysało, jak statek na falach, choć za oknem było tylko spokojne niebo.
A potem stało się coś zupełnie niezwykłego.
Pokój zniknął.
Tosia otworzyła szeroko oczy i znalazła się w lśniącym miejscu pełnym srebrnych ścian, okrągłych okien i świecących ścieżek na podłodze. Wokół niej przemykały małe roboty. Jedne piszczały wesoło, inne turlały przed sobą poduszki w kształcie rakiet.
Nagle wszystkie guziki na poduszeczkach rozbłysły czerwonym światłem. Z głośniczka zaszumiało cichutko, a wielka szyba przed Tosią pociemniała.
Za nią poruszył się ogromny cień.