Tosia odkrywa w swojej szafie małe niebieskie drzwiczki. Za nimi czeka dziwny ogród, śmiech dzieci i ktoś, kto prosi ją, by zrobiła następny krok.
W deszczowy poranek Tosia siedziała na dywanie i nudziła się coraz bardziej. Klocki leżały w wieży, lalki miały już nowe sukienki, a za oknem szarzały kałuże i krople, które spływały po szybie jak srebrne nitki.
Wtedy usłyszała ciche pukanie. Dochodziło prosto z szafy.
Tosia zamarła. Pukanie zabrzmiało jeszcze raz, miękkie i nieśmiałe, jakby ktoś naprawdę stał po drugiej stronie i czekał. Dziewczynka podeszła na palcach, przycisnęła dłoń do chłodnych drzwiczek i ostrożnie je uchyliła.
W środku, między swetrami i pudełkiem z czapkami, stały małe niebieskie drzwiczki. Nie były tam wcześniej. Miały złotą klamkę i migotały tak jasno, jakby ukryto w nich kawałek gwiazdy.
Tosia przełknęła ślinę, ale ciekawość popchnęła ją bliżej. Nacisnęła klamkę. Drzwiczki otworzyły się bezszelestnie i z ich wnętrza buchnął ciepły wiatr pachnący trawą i czymś słodkim, nieznanym.
Za progiem rozciągał się dziwny ogród. Rosły w nim fioletowe drzewa, po ścieżkach podskakiwały marchewki, a gdzieś dalej rozlegały się śmiechy dzieci.
— Tosiu! — zawołał cienki głos z drugiej strony.
Dziewczynka zrobiła krok bliżej. I właśnie wtedy z drzwiczek wyskoczył kolorowy królik w zielonym kapeluszu. Stanął tuż przed nią, uśmiechnął się szeroko i szepnął:
— Czeka cię wielka przygoda. Tylko powiedz mi, Tosiu... czy odważysz się wejść dalej?