Tosia i zagubiona planeta

Tosia i kotek Rocket lecą w kosmos. Na ich drodze pojawia się zielona planeta, która co chwilę znika, a z różowej mgiełki dochodzą dziwne odgłosy.

Tosia miała sześć lat i najlepiej czuła się wtedy, gdy patrzyła w niebo. Razem z kotkiem Rocketem zbudowała więc rakietę, jakiej jeszcze nikt nie widział: była kolorowa, miała błyszczące okienka i mały dzwoneczek przy drzwiach.

Gdy tylko silniki zaszumiały, rakieta pomknęła między gwiazdy. Tosia aż wstrzymała oddech. Po obu stronach migały srebrne punkty, a za nimi przesuwały się błękitne i złote planety.

Nagle Rocket nastawił uszy. — Miau! Tosiu, popatrz! — zapiszczał i podniósł łapkę.

Przed nimi pojawiła się zielona planeta. Była okrągła jak piłka i lśniła jak szkło, ale po chwili zniknęła. Potem znowu mignęła, jakby bawiła się w chowanego z całym kosmosem.

— Ale dziwna planeta — szepnęła Tosia i pochyliła się do okienka.

Podlecieli bliżej. Wtedy z ciemności dobiegło ciche: „tik-tik, tik-tik”. Drzwiczki rakiety same drgnęły i uchyliły się na palec. Z zielonej planety zaczęła płynąć różowa mgiełka, miękka i świetlista, a w niej coś poruszyło się powoli, jakby właśnie budziło się do życia...