Tosia szykuje się do snu, ale jej szczoteczka do zębów przepada bez śladu. Z pluszowym misiem rusza przez ciemną łazienkę, gdzie spod wanny dochodzi ciche, tajemnicze szeptanie.
Tosia wsunęła się w piżamkę w niebieskie gwiazdki i poprawiła kołnierzyk. Czas na wieczorne mycie zębów. To była jej ulubiona chwila dnia.
Otworzyła szufladę w łazience, sięgnęła do środka i zamarła. Pusta.
– Misiu, gdzie jest moja szczoteczka? – szepnęła do pluszowego przyjaciela, który siedział grzecznie na pralce.
Miś oczywiście nic nie odpowiedział. Tylko patrzył swoimi szklanymi oczami, jakby też czegoś wypatrywał.
Tosia zajrzała za kubek, pod ręcznik, do mydelniczki. Szukała pod umywalką, przy koszu i na półce z ręcznikami. Nigdzie nie było jej szczoteczki z żółtym tygryskiem na rączce.
Wtedy usłyszała coś bardzo cichego. Szszsz... jak szept. Jakby ktoś mówił prosto spod wanny.
Tosia ścisnęła misia za łapę i zrobiła krok do przodu. Łazienka wydawała się nagle większa i ciemniejsza niż zwykle. Zasłonka przy wannie lekko drgnęła.
Tosia przełknęła ślinę, wyciągnęła rękę i uniosła ją powoli. Pod wanną coś błysnęło w półmroku, a potem znów rozległ się ten sam cichy szept...