Tosia znajduje stary zegar z kukułką, który zabiera ją z Pączkiem do dziwnego lasu pełnego tajemnic.
Tosia mieszkała w małym domu na skraju miasta i najbardziej lubiła zaglądać tam, gdzie inni nawet nie patrzyli. Jej pies Pączek zawsze biegł za nią krok w krok, z nosem w górze i ogonem w ruchu.
Kiedy mama poprosiła ją o porządkowanie strychu, Tosia westchnęła tylko raz, bo już po chwili coś przyciągnęło jej wzrok. W samym kącie stał stary drewniany zegar z kukułką. Był ciężki, ciemny i tak pięknie rzeźbiony, jakby ktoś schował w nim małą tajemnicę. Na cyferblacie zamiast zwykłych cyfr migotały dziwne znaczki. Pączek podbiegł do niego, zaszczekał cicho i zamachał ogonem tak mocno, że aż zadrżały pajęczyny pod sufitem.
Tosia dotknęła kluczyka i nakręciła zegar. Najpierw rozległo się ciche tykanie. Potem coraz głośniejsze. Nagle kukułka wyskoczyła z drzwiczek, zamrugała, rozłożyła maleńkie skrzydełka i przeleciała nad Tosią jak żywy ptaszek. Pokój zakręcił się wokół niej, ściany zniknęły, a pod stopami zrobiło się miękko i zielono.
Gdy Tosia otworzyła oczy, stała już na trawie. Obok niej siedział zdezorientowany Pączek, a nad ich głowami szumiał dziwny las. Liście na drzewach były czerwone, złote i niebieskie, a ptaki śpiewały melodie, których Tosia nigdy wcześniej nie słyszała. W powietrzu unosił się zapach miodu i mokrej ziemi. Gdzieś między pniami błysnęło srebro.
Tosia ścisnęła smycz Pączka, ale w tej samej chwili kukułka przemknęła między gałęziami i zniknęła w gęstych zaroślach. Wtedy z lasu dobiegł niski, długi dźwięk, jakby ktoś bardzo daleko uderzył w metalowy gong. Tosia odwróciła głowę. Między kolorowymi drzewami stało coś wysokiego i nieruchomego, a jego srebrny bok mignął jeszcze raz, tuż przed nimi.