Tosia i Zielone Drzwi

Tosia odkrywa w ogrodzie małe zielone drzwi w pniu starego drzewa. Za nimi miga dziwny, kolorowy świat, a cichy głos pyta, czy odważy się wejść.

W ogrodzie Tosi rosło stare drzewo. Latem dawało przyjemny cień, a jego gałęzie szumiały tak cicho, jakby opowiadały sekrety. Tosia lubiła siadać pod nim z kolanami pod brodą i wymyślać historie.

Tego popołudnia szukała w trawie zaginionej piłki. Rozgarniała liście, zaglądała pod krzaki i już miała się poddać, gdy zamarła. W grubym pniu drzewa błysnęło coś zielonego.

Tosia przysunęła się bliżej. W pniu były małe drzwi, takie maleńkie, jakby zrobione dla lalki. Zielone, lśniące, ozdobione srebrnymi gwiazdkami. Na środku miały klamkę w kształcie żaby.

Dziewczynka pochyliła się i przyłożyła oko do dziurki od klucza. Po drugiej stronie nie było ani ogrodu, ani domu. Był za to inny świat. Nad czerwonym jeziorem fruwały kolorowe motyle, a fioletowe grzybki kiwały się w rytm niewidzialnej melodii.

Wtedy drzwi cichutko skrzypnęły.

— Witaj, Tosiu — powiedział maleńki głosik, tuż przy jej uchu. — Czy chcesz wejść?

Tosia cofnęła rękę. Serce zabiło jej mocniej. Zielona klamka poruszyła się sama, a spod drzwi przemknął wąski pasek jasnego światła.