Zbyszek i zaginiony uśmiech

Mały Zbyszek szuka swojego uśmiechu w kolorowym parku. Po drodze trafia na dziwne znaki, sówkę Helenkę i cichy chichot dochodzący zza krzaków.

W samym środku kolorowego parku rosły fioletowe drzewa, a nad nimi płynęły chmurki podobne do waty cukrowej. Między ścieżkami biegał mały Zbyszek, ale tego ranka nie miał ochoty się śmiać. Przeszukał już kieszenie, czapkę i nawet sznurówki, a jego uśmiech wciąż gdzieś zniknął.

Mama powiedziała mu, żeby poszukał pod wielkim tęczowym drzewem. Podobno właśnie tam lubiły chować się różne emocje, gdy robiło się za cicho. Zbyszek ruszył więc powoli przed siebie, stawiając ostrożne kroki po miękkiej trawie. Obok przelatywały śpiewające ptaszki, a nad kwiatami trzepotały motyle w kolorach cukierków.

Na krzywej gałęzi siedziała sówka Helenka. Pochyliła głowę i zapytała:
— Dlaczego masz taką smutną minkę?

Zbyszek tylko wzruszył ramionami. Nie wiedział, co odpowiedzieć. Sam chciałby to wiedzieć. Może uśmiech schował się pod liściem? Może zasnął? A może pobiegł tam, gdzie szumią najwyższe trawy?

Wtedy zza krzaków dobiegł go cichy chichot. Zbyszek przystanął. Jeszcze jeden chichot, teraz bliżej. Rozchylił gałązki i zajrzał do środka. W mroku coś błysnęło żółto i drgnęło szybko, jak małe, żywe światło…