Viga i znikający róg Thora

Mała wikingka Viga i lisek Loki tropią srebrny róg, który znika tuż przed wielką ucztą w ich wiosce.

Daleko na północy, gdzie wiatr gwiżdże między skałami, a śnieg skrzy pod butami, mieszkała mała wikingka Viga. Miała rude warkocze, ciepły futrzany płaszcz i najwierniejszego towarzysza - sprytnego liska Lokiego. Gdy tylko miała chwilę, ćwiczyła wiosłowanie, rzucanie kamyków do celu i patrzenie prosto przed siebie, jak prawdziwa wojowniczka.

Tego ranka w wiosce panował wielki ruch. W długiej sali ustawiano stoły na ucztę. Pachniało rybą, chlebem i jagodami. Pośrodku izby, na drewnianym podwyższeniu, leżał srebrzysty róg Thora. Błyszczał tak mocno, że Viga zawsze zerkała na niego ukradkiem, kiedy przechodziła obok.

Ale gdy przyszła pora uczty, róg zniknął.

Najpierw wszyscy myśleli, że ktoś go tylko przeniósł. Potem zaczęły się szeptane rozmowy, a wódz Olaf zmarszczył gęste brwi tak mocno, jakby zaraz miały opaść mu na nos. „Bez rogu nie zaczniemy” - mruknął groźnie.

Viga spojrzała na Lokiego. Lisek już stał przy drzwiach i węszył w powietrzu, jakby wiedział więcej od wszystkich. Dziewczynka schyliła się, dotknęła śladów w śniegu i zmrużyła oczy. Prowadziły poza palisadę, w stronę ciemnego lasu.

Szli szybko, jeden za drugim. Śnieg skrzypiał cicho, gałęzie sosen kiwały się nad ich głowami, a wiatr niósł dziwny, daleki dźwięk. Nagle Loki przystanął. Nastawił uszy i cicho zapiszczał.

Między drzewami, na leśnej polanie, coś połysnęło w białym puchu. I wtedy rozległ się cichy, długi ton, jakby ktoś właśnie dmuchnął w róg Thora...