W labiryncie luster

Siedemnastoletnia Lena odkrywa, że lustra pokazują jej coś więcej niż odbicie. W opuszczonym skrzydle szkoły trafia na ślad mocy, której nie potrafi jeszcze zatrzymać.

Ostatni dzwonek przeciął korytarz tak ostro, jakby szkoła chciała wypchnąć z siebie ostatnich uczniów. Lena nie ruszyła od razu do wyjścia. Zamiast tego skręciła w stronę starego skrzydła, zamkniętego od lat i omijanego nawet przez nauczycieli. Tam było ciemniej, chłodniej i ciszej niż gdziekolwiek indziej. Tylko deszcz stukał o zaklejone kurzem szyby, a spróchniałe ławki skrzypiały pod własnym ciężarem.

Nie przyszła tam z ciekawości. Ciekawość była za słabym słowem. Od kilku dni miała wrażenie, że coś za nią chodzi, choć nikt nie stał w pobliżu. Najpierw w łazience jej odbicie poruszyło się o ułamek sekundy za późno. Potem w szybie biblioteki zobaczyła nie siebie, tylko chłopaka z blizną na policzku. I co najgorsze, poczuła wtedy jego strach, tak wyraźnie, jakby należał do niej.

Opuszczona klasa znajdowała się na końcu korytarza. Nad marmurową umywalką wisiało stare lustro w popękanej ramie, przyszarzałe od kurzu i wilgoci. Lena stanęła przed nim i przez chwilę widziała tylko własną twarz: spiętą, bladszą niż zwykle, z oczami, których sama nie poznawała. Potem szkło pociemniało.

W odbiciu nie było już klasy. Zamiast niej rozciągał się wąski, obcy korytarz, zalany ostrym światłem awaryjnych lamp. Chłopak z blizną biegł, odwracając się co chwila przez ramię. Za nim sunęła postać w białym płaszczu. Nie szła. Prawie nie dotykała podłogi. Lena wstrzymała oddech, bo nagle poczuła pęd tamtego biegu, napięcie mięśni, smak paniki na języku.

Postać w białym płaszczu zatrzymała się. Powoli uniosła głowę i spojrzała prosto na nią.

Lustro pękło z głuchym trzaskiem. Lena odruchowo cofnęła dłoń, ale szkło jakby ją trzymało, przyciągało, pulsując zimnym światłem. Na powierzchni, tuż pod rozbieganymi spękaniami, pojawiły się słowa, które zaparły jej dech:

Otworzyłaś drzwi. Teraz musisz wejść.

Z końca korytarza dobiegł cichy, szybki szelest kroków. Ktoś zbliżał się do opuszczonej klasy, a Lena stała nieruchomo przed lustrem, wpatrzona w odbicie, które właśnie zaczęło się poruszać bez niej.