W sercu labiryntu

Czwórka przyjaciół wchodzi do opuszczonego parku rozrywki i trafia do labiryntu, który zdaje się reagować na ich emocje. Im dalej idą, tym mniej pewne staje się wyjście.

Nad miasteczkiem wisiał ciężki, popołudniowy cień, kiedy Lena, Wojtek, Sara i Emil przeszli przez zardzewiałą bramę opuszczonego parku rozrywki. Miejsce od lat stało martwe, a mimo to wciąż przyciągało tych, którzy lubili sprawdzać granice strachu. Stare karuzele nieruchomiały pod rdzą, ale gdy wiatr przeciągnął między nimi, zaskrzypiały tak, jakby park dopiero się budził.

Wojtek szedł pierwszy, zbyt pewny siebie jak na kogoś, komu jednak drżały palce. Wskazał na ogromny labirynt z żywopłotu, zajmujący prawie całą jedną stronę terenu. „Podobno w środku można znaleźć coś, czego nikt tu nie zostawił przypadkiem” - rzucił z wymuszonym uśmiechem.

Lena zacisnęła dłonie w kieszeniach bluzy. Nie lubiła przyznawać, że to miejsce wywołuje w niej niepokój, ale już od bramy miała wrażenie, że ktoś patrzy na nich spomiędzy zarośli. Sara prychnęła cicho.

„Albo coś, z czego nikt nie chce wyjść” - powiedziała.

Emil, zwykle najspokojniejszy, nie odpowiedział od razu. Patrzył na labirynt z takim skupieniem, jakby próbował odczytać w nim ukrytą regułę. Wreszcie skinął głową w stronę wejścia.

„Sprawdźmy to i wracajmy” - mruknął.

Pierwsze kroki w labiryncie odcięły ich od świata szybciej, niż się spodziewali. Ściany żywopłotu były gęste, ciemne i zbyt blisko siebie. Każdy szelest brzmiał tu głośniej, każdy oddech wracał do nich spóźnionym echem. Lena starała się iść spokojnie, ale im głębiej wchodzili, tym mocniej rosło w niej dziwne, niezrozumiałe napięcie.

Na pierwszym rozwidleniu zatrzymała się nagle.

„Nie tędy” - powiedziała, zanim zdążyła pomyśleć dlaczego.

Wojtek spojrzał na nią z przekąsem, lecz w tej samej chwili wskazana przez nią ścieżka zaczęła się zwężać. Pędy żywopłotu przesunęły się miękko, niemal bezszelestnie, jakby labirynt sam zamykał im przejście.

„Widzieliście to?” - wychrypiał.

Sara cofnęła się o krok. Emil zmrużył oczy.

„To nie jest przypadek” - powiedział cicho. - „On reaguje.”

W tym momencie z głębi korytarzy dobiegł niski, pulsujący szum. Nie był to wiatr. Nie był to też głos. Coś poruszyło się tuż za zieloną ścianą, a potem przed nimi, kilka metrów dalej, rozsunęła się wąska szczelina. Spomiędzy gałęzi wypłynęło słabe, niebieskawe światło, jakby ktoś zapalił je w samym sercu labiryntu...