Widok zza szyby

Emilka zaczyna naukę w nowym mieście i próbuje nie dać po sobie poznać, że wszystko ją przytłacza. Gdy za oknem klasy widzi dziewczynę w czerwonym płaszczu, zwykła lekcja nagle robi się niepokojąca.

Wielkie okno w klasie 2C przypominało ekran, na którym cały czas leciał ten sam film: szare bloki, wykrzywiona huśtawka i ludzie, którzy przechodzili obok, jakby nic poza własnym pośpiechem ich nie obchodziło. Emilka siedziała przy ławce pod parapetem i próbowała oddychać równo, ale w środku wszystko miała ściśnięte w twardą, niewygodną kulę. Nowe miasto, nowa szkoła, nowi ludzie. Niby tylko kolejny wrześniowy dzień, a dla niej wszystko wyglądało tak, jakby ktoś nagle przestawił cały świat o kilka ulic dalej.

W klasie było głośno, choć nie jakoś szczególnie. Kilka dziewczyn z tyłu śmiało się cicho nad czymś w zeszycie, ktoś stukał długopisem o blat, ktoś inny szukał gumki w piórniku z takim skupieniem, jakby od tego zależało życie. Emilka patrzyła na nich ukradkiem i miała wrażenie, że wszyscy znają tu swoje miejsce oprócz niej. Była nowa. To słowo przyklejało się do niej od rana jak metka, której nie da się zdjąć.

Dzwonek na matematykę przeciął gwar, a pani Kowalska weszła do klasy z miną kogoś, kto już wie, że nikt nie będzie zachwycony. Na tablicy pojawiły się równania, linijki liczb i litery, które zaczęły tańczyć Emilce przed oczami. Starała się słuchać, zapisała kilka przykładów, ale co chwilę zerkała w stronę okna. Coś w tym szarym widoku nie dawało jej spokoju. Jakby za szybą działo się coś, czego nikt oprócz niej nie zauważał.

Najpierw pomyślała, że to złudzenie. Potem zobaczyła to wyraźnie. Przy samym szkolnym płocie stała dziewczynka w czerwonym płaszczu. Była dużo młodsza, może miała dziesięć lat, może nawet mniej. Patrzyła prosto na Emilkę i machała do niej tak, jakby wiedziała dokładnie, gdzie ta siedzi. Emilka zesztywniała. Dziewczynka uśmiechnęła się tylko przez moment, po czym jej twarz nagle spoważniała. Wskazała palcem coś za rogiem budynku i ponagliła Emilkę ruchem dłoni.

Emilka odsunęła zeszyt, oparła czoło o chłodną szybę i zmrużyła oczy. Za płotem, obok starego śmietnika, zobaczyła coś, co kompletnie nie pasowało do tego ponurego podwórka. Mały, połyskujący przedmiot błysnął w szarym świetle popołudnia, jakby ktoś na sekundę zapalił tam ukrytą iskrę. Dziewczynka w czerwonym płaszczu zniknęła równie nagle, jak się pojawiła.

Dziewczyna odwróciła się powoli od okna, ale nie zdążyła odpowiedzieć. Z końca klasy poczuła czyjeś spojrzenie. Ktoś siedzący pod ścianą trzymał w dłoni coś małego i błyszczącego. Dokładnie takiego samego.