Wielka przygoda w kolorowym balonie

Marysia i piesek Fafik znajdują w lesie niezwykły, mówiący balon. Wzbija ich w powietrze i prowadzi ku tajemniczej, błyszczącej wyspie, gdzie ktoś właśnie się poruszył.

Pewnego pogodnego dnia Marysia szła przez las z pieskiem Fafikiem. Między drzewami tańczyło złote światło, a liście szeleściły cicho jak papierki od cukierków. Fafik węszył tu i tam, aż nagle stanął jak wryty.

W gęstych krzakach coś mignęło wszystkimi kolorami tęczy. Marysia rozsunęła gałązki i aż otworzyła buzię ze zdziwienia. Leżał tam ogromny balon. Nie taki zwykły, tylko okrągły, lśniący i tak barwny, jakby ktoś namalował na nim cały deszcz kolorów.

Fafik zakręcił się w kółko i zaszczekał radośnie. Marysia wyciągnęła rękę i dotknęła balonu bardzo, bardzo delikatnie.

Wtedy balon poruszył się lekko i odezwał się cienkim, wesołym głosem:

– Dzień dobry, Marysiu. Dzień dobry, Fafiku. Chcecie polecieć ze mną wysoko nad las?

Marysia spojrzała na pieska, potem na balon. Fafik tylko machał ogonem tak mocno, że aż trzęsły mu się uszy.

– Naprawdę? – szepnęła dziewczynka.

– Naprawdę – odpowiedział balon.

Marysia wspięła się ostrożnie do środka, a Fafik wskoczył tuż za nią. Wnętrze było miękkie jak chmurka i pachniało jak letni wiatr. Balon drgnął, uniósł się nad trawę i zaczął szybować coraz wyżej.

Drzewa zostały pod nimi małe jak kredki. Potem zniknęły ścieżki, a potem nawet ptaki wyglądały jak ruchome kropki. Marysia śmiała się cichutko, kiedy wiatr tarmosił jej włosy, a Fafik siedział sztywno, z nosem zadartym do góry.

Nagle balon zwolnił.

– Patrzcie tam – szepnął. – Widzicie?

Przed nimi, na końcu jasnego, tęczowego pasa, błyszczała dziwna wyspa. Wyglądała jak zrobiona z cukierków i lodów. Nad nią krążyły ogromne fioletowe motyle, a w powietrzu unosił się zapach wanilii i malin.

Marysia nachyliła się do przodu.

– Jaka śliczna! – zawołała. – Ale co to się tam rusza?

W samym środku wyspy poruszył się cień. Najpierw jeden, potem drugi. Coś dużego przesunęło się między słodkimi drzewami i nagle błysnęły tęczowe skrzydła.

Balon zadrżał.

– O nie... – wyszeptał. – Ktoś nas zauważył.