Leon i Hania odkrywają w ogrodzie tajemniczą bramę i wchodzą do lasu pełnego zwierzęcych drzew, szeptów oraz małego smoka, który prowadzi ich w głąb zagadki.
Pewnego ciepłego ranka Leon obudził się wcześniej niż zwykle. Za oknem wszystko wyglądało znajomo, a jednak w ogrodzie coś się zmieniło. Ptaki śpiewały nieznaną melodię, a na końcu ścieżki rosła brama opleciona kwiatami tak gęsto, jakby ktoś ukrył ją specjalnie przed światem.
Leon pobiegł po Hanię. Starsza siostra zmrużyła oczy, spojrzała na tajemniczą bramę i od razu chwyciła brata za rękę. Otworzyli ją razem. Po drugiej stronie czekał Smoczy Las. Drzewa miały dziwne kształty: jedno było wygięte jak żółw, inne stało wysoko i cienko jak czapla. Między gałęziami przemykały wielkie motyle, a z głębi lasu dobiegało ciche pomrukiwanie.
Hania ścisnęła dłoń Leona mocniej. Leon patrzył przed siebie i nagle zauważył coś zielonego pod korzeniami drzewa-żółwia. Podniósł mały łusek, lśniący jak kropla szkła. W tej samej chwili coś zaszeleściło w папrociach.
Z gęstwiny wyskoczył malutki fioletowy smok. Miał okrągłe oczy, błyszczący ogon i minę tak przejętą, jakby właśnie zgubił coś bardzo ważnego. Zatrzymał się przed rodzeństwem, machnął skrzydełkami i skinął im głową, żeby szli za nim.
Leon i Hania ruszyli ostrożnie między drzewami. Smok prowadził ich coraz głębiej, aż stanął pod ogromnym drzewem podobnym do śpiącego lwa. Wtedy odwrócił się do nich i szepnął:
Leon już otwierał usta, żeby zapytać, jaką zagadkę ma na myśli, gdy nagle pień wielkiego drzewa cicho zatrzeszczał i pod korą zamigotało coś złotego.