Kacper i Zuzia znajdują w ogrodzie dziwne ślady prowadzące do lasu. Gdy trafiają na czerwoną czapeczkę, w ciszy rozlega się niepokojący szelest.
Kacper miał siedem lat i nie umiał przejść obojętnie obok żadnej zagadki. Zuzia, jego pięcioletnia siostra, dotrzymywała mu kroku wszędzie tam, gdzie było choć trochę miejsca na przygodę. Tego ciepłego popołudnia gonili się po ogrodzie, aż nagle Zuzia przystanęła jak wryta.
Przy płocie, na miękkiej ziemi, ciągnęły się małe, okrągłe ślady. Jeden za drugim. Prosto w stronę lasu.
Kacper przykucnął i zmrużył oczy.
Zuzia pochyliła się nad ziemią.
Kacper uśmiechnął się od ucha do ucha.
Po chwili oboje mieli już kalosze na nogach. Kacper wziął latarkę, Zuzia schowała do kieszeni kanapkę z dżemem, a na kartce narysowali prostą mapę: płot, trzy krzaki, wielki dąb. Potem ruszyli za tropem.
W lesie zrobiło się chłodniej. Liście szeleściły nad głowami, a ślady znikały i wracały między korzeniami. Dzieci szły coraz wolniej, aż pod wielkim dębem Zuzia nagle wskazała coś palcem.
Na mchu leżała czerwona czapeczka.
Kacper podniósł ją ostrożnie. Była miękka, ciepła i tak mała, że ledwie mieściła się w jego dłoni.
W tej samej chwili za ich plecami rozległo się ciche chrupnięcie gałązki.