Wyprawa Pysi i Kropki do Zaczarowanego Lasu

Pysia, ruda wiewiórka, i jej przyjaciel Kropka wyruszają do zaczarowanego lasu, by odnaleźć śmiejącego się ptaka. Po drodze coraz mocniej czują, że ta wyprawa nie będzie zwyczajna.

W środku Złotego Lasu, w dziupli wysoko nad ziemią, mieszkała mała ruda wiewiórka o imieniu Pysia. Miała szybkie łapki, błyszczące oczy i głowę pełną pomysłów. Najczęściej śmiała się tak głośno, że aż liście drżały na gałązkach.

Jej najlepszym przyjacielem był jeżyk Kropka. Był cichy, trochę nieśmiały i zawsze patrzył najpierw pod łapy, a dopiero potem przed siebie. Mimo to chodził z Pysią wszędzie, bo przy niej nawet zwykły spacer mógł zamienić się w przygodę.

Tamtego wiosennego ranka Pysia obudziła się bardzo wcześnie. Leżała chwilę bez ruchu i nasłuchiwała. W brzuszku miała lekkie łaskotanie, takie jak przed wielkim skokiem. Przypomniał jej się sen: w gęstych gałęziach siedział ptak i śmiał się tak mocno, jakby sam las opowiadał mu najzabawniejsze tajemnice.

Pysia usiadła prosto.

Musiała go odnaleźć.

Podbiegła do legowiska Kropki i szepnęła:

– Kropko, wstawaj. Jedziemy... to znaczy, idziemy na wyprawę!

Jeżyk zamrugał, po czym schował pyszczek głębiej w kocyk.

– A jeśli się zgubimy? – zapytał cicho.

Pysia przysiadła obok niego i dotknęła jego kolczastego grzbietu delikatną łapką.

– To będziemy szukać razem – powiedziała. – I zabierzemy orzeszki.

Kropka westchnął, ale po chwili kiwnął głową. Wspólnie spakowali mały plecak, zostawili rodzicom liścik i ruszyli między drzewa.

Las był tego dnia wyjątkowy. Pachniał świeżą trawą i wilgotną ziemią. Na krzakach błyszczały krople rosy, a w wysokich koronach szeleścił wiatr. Gdzieś z boku cykały żuki, a słoneczne plamy tańczyły na ścieżce jak złote piłeczki.

Pysia szła pierwsza, a Kropka dreptał tuż za nią. Im głębiej wchodzili w las, tym bardziej wszystko cichło. Nawet ptaki śpiewały jakby szeptem.

Nagle przy starym dębie usłyszeli dźwięk, który nie pasował do żadnej znanej im piosenki. Najpierw cichy, potem wyraźniejszy. Brzmiał jak śmiech. Albo jak śpiew, który zaraz miał się rozpłakać.

Pysia przystanęła od razu.

Kropka poczuł, że jego nóżki robią się miękkie jak mech.

– Słyszysz? – szepnęła Pysia.

Jeżyk tylko skinął głową.

Wtedy coś zaszeleściło wysoko w gałęziach. Liście poruszyły się same z siebie, choć nie było wiatru. Z ciemnej dziury w pniu dobiegnął cienki, drżący głos:

– Kim jesteście?