Wiking Mikołaj i zaginiony smok

Mały wiking Mikołaj, kotka Tosia i Olek ruszają pod ciemny las za wioską, gdy mały trolik wyjawia im, że widział zielonego smoka.

W dalekiej krainie, gdzie fiord lśnił jak rozlana srebrna wstążka, mieszkał mały wiking Mikołaj. Miał zbroję z rybich łusek, hełm z połyskującym rogiem i kolorowego ptaszka, który siadał mu na głowie, gdy tylko przestawał biec. Każdego ranka Mikołaj spotykał się z kotką Tosią i przyjacielem Olkiem w różowej czapce. Razem wymyślali coraz dziwniejsze zabawy, a śmiech niósł się aż do wody.

Tego dnia jednak nawet Tosia przestała machać ogonem. Nad brzegiem fiordu coś zaszeleściło w krzakach. Liście rozchyliły się powoli i z cienia wyszedł mały trolik o wielkich oczach. Rozejrzał się ostrożnie, jakby ktoś mógł go podsłuchać, i szepnął:
– Mikołaju, widziałem smoka. Zielonego jak mech. Zniknął tam, gdzie kończy się las.

Mikołaj poczuł, jak serce bije mu szybciej niż bębenek na święto wikingów. Olek ścisnął swoją różową czapkę, a Tosia nastawiła uszu. Z ciemnego lasu doleciał cichy, dziwny pomruk. Potem coś mignęło między pniami, zielone i błyszczące jak mokry liść. Przyjaciele spojrzeli na siebie, a przed nimi zaczęła się ścieżka, której nikt jeszcze nie odważył się przejść.