Wikingowie i złoty róg

Trójka młodych Wikingów znajduje na czarnej plaży dziwny złoty róg. Jeden dźwięk wystarcza, by z mgły wyłonił się statek, którego nikt nie powinien tu widzieć.

Na dalekiej północnej wyspie Vargheim lato trwało jak zaczarowane. Słońce prawie nie chowało się za horyzont, a fale mruczały pod klifami od świtu do nocy. Dla Astrid, córki kowala, był to najlepszy czas w roku, bo wtedy zaczynały się wyprawy na Plażę Duchów.

Tego ranka wymknęła się z domu, zanim wioska dobrze się obudziła. Na nogach miała skórzane buty, na ramionach ciepły płaszcz, a w sercu to przyjemne drżenie, które pojawia się tylko przed prawdziwą przygodą. Przy płocie czekał już Rurik, wyraźnie gotów na wszystko, co morze zechce oddać. Chwilę później z fiordu dobiegła Solveig, z koszykiem na skarby przewieszonym przez ramię i błyskiem w oczach.

Do Plaży Duchów szli przez pachnący mchem las, między sosnami tak wysokimi, że zdawały się dotykać chmur. Gdy dotarli na klif, Astrid zatrzymała się na moment. Pod nimi rozciągał się czarny piasek, a między skałami leżały połamane deski, liny i poskręcane żelazo po dawnych wrakach. Morze co chwilę wyrzucało na brzeg coś nowego, jakby nigdy nie przestawało szeptać własnych tajemnic.

Solveig zjechała pierwsza po wąskiej ścieżce, a za nią Astrid i Rurik. Rozbiegli się w trzy strony, przeszukując kamienie, szczeliny i mokry piasek. Rurik nachylał się nad każdym kawałkiem drewna, jakby spodziewał się znaleźć w nim ukryty sekret. Astrid już miała się odezwać, kiedy usłyszała nagły krzyk przyjaciela.

"Tutaj! Chodźcie szybko!"

Pobiegli do niego. Na czarnym piasku leżał róg, ale taki, jakiego żadne z nich jeszcze nie widziało. Był długi, ciężki i połyskiwał złotem, choć wokół nie było nic oprócz soli, wody i kamieni. Na jego powierzchni wiły się drobne runy, głębokie jak świeżo wyryte ślady paznokcia. Astrid podniosła go ostrożnie i aż wstrzymała oddech. Róg był chłodny, a jednak przez moment zdawało jej się, że w środku coś cicho drży.

Solveig przesunęła palcem po znakach. "To nie jest zwykła rzecz" - szepnęła. Rurik przełknął ślinę, ale zaraz uniósł brodę. "A jeśli trzeba w niego zadąć?" Astrid chciała odpowiedzieć, lecz było już za późno. Rurik przyłożył róg do ust i dmuchnął.

Dźwięk rozdarł powietrze tak nagle, że aż mewy zerwały się z krzykiem. Fale uderzyły o brzeg mocniej niż przed chwilą, piasek zadrżał pod stopami dzieci, a mgła nad morzem zaczęła się rozsuwać. Z jej szarego wnętrza wynurzył się cień okrętu, coraz większy i ciemniejszy, aż w końcu widać było maszt, szeroki dziób i czerwony żagiel naprężony wiatrem. Drakkar płynął prosto ku Plaży Duchów.

Astrid zacisnęła dłonie na złotym rogu. Statek zbliżał się z każdą chwilą, a na jego pokładzie ktoś już stał nieruchomo, jakby od dawna czekał właśnie na ten dźwięk.